18.10.2004
Ostateczne potwierdzenie
W pierwszej połowie 2004 roku powstał drugi już polski serwis sprzedający detalicznie muzykę - SOHO. Ucieszyłem się, że nareszcie będę mógł kupić sobie ulubione utwory pojedynczo, a nie kupować całe płyty dla jednej czy dwóch piosenek. Moja radość nie trwała długo, ponieważ oferta SOHO jest do dzisiaj bardzo ograniczona - mają niewiele albumów i to głównie mało popularnych wykonawców w przypadku gatunków muzyki, która mnie interesuje.
Zapragnąłem usunąć moje konto w SOHO… Bardzo długo szukałem opcji “Usuń konto”. Głównie dlatego, że w ogóle jej nie ma. SOHO chciało zatrzymać moje dane na zawsze, choć regulamin stwierdzał, że mam możliwość ich usunięcia.
Napisałem list z pytaniem, jak mogę usunąć konto. Odpowiedziano mi:
Konto można zlikwidować w każdej chwili. To zależy tylko od pańskiej decyzji.
Nie do końca zrozumiałem odpowiedź, może dlatego, że nie do końca zrozumiano pytanie. Widocznie jest absolutnie oczywiste, jak usunąć konto. Napisałem zatem, że proszę o “usunięcie mojego konta i wszelkich moich danych”. Wydawało mi się to jasnym oświadczeniem podjętej decyzji. Nic bardziej mylnego.
Oto reakcja:
Witam,
w odpowiedzi na Pana prośbę o usunięcie konta w serwisie SOHO.PL prosimy o ostateczne potwierdzenie tej decyzji. W momencie otrzymania potwierdzenia Pańskie konto oraz wszelkie dane zostaną usunięte.
Ostatecznie potwierdziłem, obawiając się kolejnego listu z prośbą o weryfikację. Na szczęście jednak konto zostało usunięte, a przynajmniej zostałem o tym zapewniony (nie mogę już się tam zalogować - moje małe zwycięstwo).
Miałem również konto w podobnym serwisie iplay.pl, pierwszym przedsięwzięciu tego rodzaju w Polsce. Pomyślałem, że mogę posprzątać po sobie, skoro już nie korzystam z ich usług. Problem polegał na tym, że tego dnia nie mogłem sobie przypomnieć swojego loginu lub hasła do tego serwisu, więc nie byłem w stanie sprawdzić, czy jest tam opcja “skasuj konto”. Napisałem więc do administratora serwisu list z prośbą o usunięcie konta zarejestrowanego na mój adres e-mail. Nie spodziewałem się kłopotów - wystarczyłoby, aby wysłali mi URL strony kasującej moje konto w serwisie. W odpowiedzi uzyskałem absurdalne żądanie:
Witam,
poproszę o login i hasło.
Odpowiedź taką uzyskałem od administratora dużego serwisu B2C! Zacząłem wówczas intensywnie myśleć, jak zareagować, i w tej mniej więcej chwili przypomniałem sobie kombinację nazwy użytkownika i hasła. Wypróbowałem ją - działała. Zgodnie z moimi podejrzeniami, w panelu zarządzania kontem nie było możliwości jego usunięcia. Swoją drogą, iplay.pl nie oferuje opcji przypomnienia hasła.
Przemyślałem sprawę. Administrator jest niepoważny, zgoda, ale tego hasła nie użyłem nigdzie indziej, więc mogę mu je udostępnić. Odpowiedziałem zatem:
Ponieważ z tego hasła akurat nigdzie indziej nie korzystam, więc je Panu podam, choć wydaje mi się to dziwną procedurą (skoro wysyłam żądania z tego adresu e-mail i może Pan sprawdzić, że wlaśnie otrzymałem odpowiedź :).
login - elsindel
hasło - [tu było hasło]Myślę, że na stronie iplay.pl powinna być procedura przypomnienia hasła (odnośnik “Zapomniałeś hasła?” lub podobny).
Sądziłem, że to wystarczy, ale jestem niepoprawnym optymistą. Odpowiedź była szybka:
Na Pana koncie wciąż są pieniądze, czy pojawiły się jakieś problemy ze ściąganiem plików, że zdecydował się Pan usunąć konto?
Co miałem napisać? “Tak, Pan jest tym problemem”? Nie byłoby to zbyt grzeczne wobec osoby, którą najprawdopodobniej martwi zachowanie klienta. Wyjaśniłem decyzję, konto zostało usunięte.
Pojawiło się w moim umyśle podejrzenie, że SOHO oraz iplay.pl mają ze sobą więcej wspólnego niż deklarują, ale z oglądu stron kontaktowych niczego takiego nie wywnioskowałem. W każdym razie w obu przypadkach miał miejsce identyczny problem: niewiara, że użytkownik wie, czego chce.
Przyjrzyjmy się schematowi obu sytuacji:
- użytkownik posiadający konto chce je usunąć, jednak system nie udostępnia takiej opcji
- użytkownik wysyła z właściwego adresu e-mail pierwsze żądanie usunięcia konta
- administrator nie wykonuje żądanej operacji - albo odpowiadając nie na temat, albo zadając absurdalne pytanie w celu przeprowadzenia procedury - użytkownik czuje się nieobsłużony
- użytkownik potwierdza, czyli wysyła drugie żądanie usunięcia konta (ew. odpowiada na absurdalne pytanie)
- administrator ponownie nie wykonuje żądanej operacji, pytając o ostateczne potwierdzenie
- użytkownik wysyła trzecie żądanie usunięcia konta
- żądanie zostaje zrealizowane
W znakomitej większości aplikacji lub transakcji w serwisach internetowych punkty 5. i 6. to całkowita strata czasu i źródło irytacji użytkownika, nawet jeśli potraktujemy punkty 2. i 3. za chęć zorientowania się w procedurze.
Usunięcie i ponowne założenie konta zajęłoby tyle czasu, ile zajmuje wymiana jednej wiadomości e-mail (a w sumie w każdej sprawie wysłałem i odebrałem po 3 listy). Automatyzacja usuwania kont zaoszczędziłaby zarówno mnie, jak i administratorom, mnóstwo czasu i nerwów.
Ta sytuacja przypomina mi anegdotę na temat księgarni Amazon, przytoczoną w książce “Wariaci rządzą domem wariatów” Alana Coopera. Otóż zaprojektowano tam nową opcję 1-Click Ordering, która polega na tym, że na stronie danego towaru można za pomocą kliknięcia pojedynczego odnośnika dokonać transakcji. Bezpieczeństwo jest o tyle wysokie, że zamówienie można wycofać, a prawdopodobieństwo kliknięcia nie tam, gdzie trzeba, przez doświadczonego klienta Amazon jest znikome.
Skuteczność tego mechanizmu miała opierać się w dużej mierze na olbrzymiej prostocie, ta “pojedynczość” była przełomem w internetowych zakupach. Zlecono programistom dodanie tej funkcji do systemu. Co zbudowali owi programiści?
Jak rzekłby Cooper - tańczącego niedźwiedzia. Po kliknięciu “buy with 1-click” pojawiała się prośba o potwierdzenie decyzji zakupu. Brzmi znajomo?
Na szczęście coraz częściej programy oferują opcję zapamiętania odpowiedzi na pewne pytania, np. przeglądarki nie proponują wiecznie zapamiętywania haseł, gdy raz z tego zrezygnujemy, a w Windows można poprosić o niepytanie nas o potwierdzenie przy każdej operacji kasowania do Kosza. Wielokrotne potwierdzenia są szczególnie denerwujące, gdy wykonujemy często niemal identyczną sekwencję czynności, np. otwieramy kilka plików i ręcznie wykonujemy na wszystkich tę samą operację. Konieczność ostatecznego potwierdzenia oznacza wówczas olbrzymi koszt czasowy i doprowadza do białej gorączki.
Mój telefon komórkowy, Siemens C35, to kopalnia przykładów kompletnie nieprzemyślanych, nieprzetestowanych zachowań. Narzekam na niego przy każdej okazji i znajduję w tym pewną przyjemność, toteż nie omieszkam i na łamach Elsinterakcji pokrytykować niemieckich konstruktorów.
Gdy chcę na chwilę przerwać pisanie SMS-a, mam do wyboru opcje “Wyślij” oraz “Zapisz”. Nie mogę po prostu opuścić edytora, np. po to, aby zajrzeć do innej wiadomości. Przycisk wyjścia do menu głównego powoduje pojawienie się okna z pytaniem:
Przerwać i skasować wiadomość?
Tak | Nie
Odpowiadając “Nie”, wracam do okna edycji. Odpowiadając “Tak”, tracę wiadomość. Źle.
Jedynym wyjściem jest skorzystanie z opcji “Zapisz”, która powoduje przeniesienie wiadomości do skrzynki nadawczej, co trwa ładne kilka sekund. Później muszę dostać się do tej skrzynki, odnaleźć nową wiadomość na liście i wybrać jej edycję, aby kontynuować pisanie krótkiej wiadomości tekstowej…
Najlepsze dopiero będzie. Otóż pozostawienie mojego telefonu przez około minutę w spokoju powoduje, że z wszelkich menu oraz edytorów przechodzi on do stanu spoczynku (logo, zegar itp.). Nie ma żadnych pytań ani potwierdzeń - nie ma też możliwości zmiany tego zachowania. Jest to ciekawe, gdyż ponowne wejście do okna pisania SMS-a powoduje pojawienie się pytania:
Kontynuować poprzednią wiadomość?
Tak | Nie
Jest to zaskakujące, bo oznacza, że moja wiadomość może być jednak zapisana tak, jak bym tego chciał, choć interfejs mi tego zabrania.
Nie mam pojęcia, po co są oba te pytania - skoro aparat i tak zapamiętuje treść edytowanej wiadomości, są one absolutnie zbędne i dają jedynie okazję do przypadkowego skasowania wpisanego tekstu (co mi się niejednokrotnie zdarzyło).
Problem sięga nieco dalej. Zbyt często pojawiające się okna dialogowe wywołują znieczulicę - objawia się ona odpowiadaniem na pytania zadawane przez programy bez czytania zawartości okienek. Obserwuję ją u wielu znajomych, nawet informatyków.
Jeśli pytanie lub prośba o potwierdzenie jakiejś operacji ma być wyłącznie usprawiedliwieniem dla aplikacji lub obsługi systemu, to znaczy, że nie jest brany pod uwagę spokój użytkownika. Sądzę, że bardzo wielu potwierdzeń dałoby się uniknąć, gdyby oprogramowanie pamiętało nasze wybory i preferencje, nie było tak chętne do trwałego usuwania danych oraz nie próbowało odbierać użytkownikowi zaufania do własnych wyborów.
Najgorsze zaś zachowanie tego rodzaju to pytanie człowieka o coś, na co nie ma prawidłowej odpowiedzi - tak jest w przypadku mojego kochanego C35 - lub na co człowiek odpowiedzi znać nie może - na przykład pytanie o coś, czego człowiek po prostu nie zapamiętał, gdyż znajduje się w innej części systemu, niedostępnej w momencie pojawienia się pytania. Takie szczegóły potrafią naprawdę uprzykrzyć życie i powodują, że niektóre osoby mogą zrezygnować z używania danego programu czy urządzenia.

Zbiorczy komentarz do wszystkich dotychczasowych wpisow Kuby. Po pierwsze, wydaje mi sie, ze to nie jest blog, lecz najzwyklejsze w swiecie felietony. Postep czasu sprawil jednak ,ze gazeta juz felietoniscie niepotrzebna. Moze jednak uda sie kogos nimi zainteresowac i wydawac je drukiem? Co zas do samej tresci, to wydaje sie, ze dosc dobrze wpisuje sie w polska tradycje narzekania i malkontenctwa. Nie zebym uwzal, ze kolejne wpisy sa zle czy tez niepotrzebne, po prostu mozna bylo przewidziec, ze bedzie malo marzycielstwa, a sporo narzekania…
Els, na poczatku piszesz o interakcji z adminami, jak wiadomo adminom sie nie chce. Implikuje to pisanie zbednych maili a nie wykonywanie proźb urzytkowników. Np. czekam juz około 2 tygodni na odpowiedz od admina serwera, przed tem juz wysłałem to pytani jakis miesiadz temy. Ci twoi znajomi admini z serwisów sklepowych przynajmniej sie fatygują aby co kolwiek odpisywac.
Kolejna sprawa jest to ze takie firmy nie chcą usówac klijentów, dość powaznym źródłem ich dochodu jest handel bazami danych urzytkowników. Jesli się skasujesz to mniej zarobia.
Zmien telefon na NOKIE.
Wiele problemów z interfejsem uzytkownika wynika z niezrozumienia przez programistów pewnych schematów zachowan uzytkownika. Sądze ze dobrym pomysłem gdyby kazano im testowac programy które piszą, sadze ze szybko by zaczeli je pisac własnie w taki sposób aby ograniczyc ilosc klikniec.
Artur:
Moze za jakis czas pomysle o gazetach drukowanych, ale najpierw chce troche popisac tutaj, w bezpiecznym zakatku Internetu ;) Co zas do malkontenctwa - pierwotnie planowalem wrecz stworzyc dwie kategorie wpisow: “problemy” [narzekanie] i “rozwiazania [marzycielstwo lub sprawdzone techniki], ale zrezygnowalem. Teraz bedzie to wymieszane, a kazdy bedzie mogl znalezc we wpisach-felietonach to, co mu odpowiada najbardziej :P
Zasugerowalem sie Twoja nazwa i oto jest dzial Felietony; druga kategoria to Galeria interfejsow, na razie pusta, ale juz pracuje nad pierwszym wpisem (galeryjka bedzie miala zapewne charakter krotkich notek i fotek/zrzutow ekranowych).
Asar:
Jesli, jak mowisz, zrodlem dochodu kogos jest baza danych uzytkownikow, to nie widze zadnego powodu, aby kasowali jakiekolwiek dane - wystarczy, ze zmienia id i haslo w bazie na losowe, zostawiajac reszte danych - nie bede mogl sie zalogowac i nigdy sie nie dowiem, ze moj dane caly czas tam tkwia. Poza tym podejrzewam, ze w danych statystycznych i tak bede ujety i to “kasowanie danych” nie dziala tak, jak bym tego sobie zyczyl, ale nie mam mozliwosci udowodnienia ani sprawdzenia niczego (niestety).
Els, jak sie orientowac, gdy watkow na Twoim blogu bedzie juz paredziesiat, ze ktos w ktoryms cos skomentowal? Pamietac, ile postow bylo w trakcie ostatniej wizyty? Troche meczace :-)
A propos tych wszystkich procedur: chcialem odtworzyc login w pewnym serwisie, bo go zapomnialem, gdyz skladal sie z kilkunastu cyfr, nie dajacych sie zestawic w nic konkretnego (liczb niekonkretnych jest duzo za duzo…). Haslo pamietalem (Ewom dziekujemy :-)). Napisalem mail do serwisu, w odpowiedzi dostalem, iz wykonanie operacji nie jest mozliwe, nalezy zadzwonic na infolinie. Zadzwonilem. Pierwsze pytanie: prosze podac login.
Sytuacja jest o tyle glupia, ze z zagranicy nie da sie nic zalatwic. Wprawdzie nie potrzebny mi dostep do serwisu, aczkolwiek parokrotnie w ciagu ostatnich dwoch miesiecy skorzystanie z jego uslug ulatwiloby zycie.
Druga sprawa: Els, napisz do Siemens’a. Zwroc im uwage, napisz, ze moglbys zaproponowac rozwiazania, ktore z pewnoscia poprawia sprzedach produktow ich marki. I skorzystaj z pobytu w RFN :-)
Bernie - kolejne wpisy beda znikaly ze strony glownej i ladowaly w archiwum miesiecznym, co sprawi, ze automatycznie praktycznie nie bedzie do nich nikt nic dopisywal.
Natomiast jest w WordPress opcja dodania do RSS takze komentarzy, ale wylaczylem to. Jeszcze nie wykorzystuje i nie znam wszystkich opcji WP - jest naprawde rozbudowany. Caly czas natomiat pracuje nad poprawkami szablonu, co idzie dosc opornie.
Do Siemensa nie napisze. Niczego od nich nie chce. ;P
Odnosnie smsow: z doswiadczenia wiem, ze w Nokiach nie wyglada to o wiele lepiej. Nokia co prawda nie zadaje na kazdym kroku glupawych pytan, ona po prostu czasem sie glupio zachowuje, nie pytajac uzytkownika o zgode.
Przykladowo, kiedy ja chce przerwac wpisywanie smsa, rowniez musze zapisac wiadomosc, a nastepnie odnalezc ja w skrzynce nadawczej. Co gorsza, w skrzynce tej wszystkie wiadomosci sa etykietowane jako po prostu “wiadomosc”, wiec czasem sporo czasu zajmuje odnalezienie tej niedokonczonej (pojemnosc skrzynki to od 0 do 30 wiadomosci w modelach do 3410 wlacznie).
Charakterystyczne jest, ze jesli akurat mam zapchana skrzynke i wowczas wydam polecenie “zapisz” [wiadomosc], a nastepnie po zobaczeniu komunikatu “pamiec pelna wiadomosci” szybko nacisne klawisz C, to wiadomosc ta pozostanie w okienku edytora i bedzie dostepna przy okazji nastepnej “wizyty”.
Wychodzi na to, ze wpisywany ostatnio sms moglby byc zapamietywany w edytorze (w miejscu “wpisz wiadomosc”) az do czasu, kiedy uzytkownik ponownie zapragnie napisac smsa. Ale ma taka mozliwosc tylko w sytuacji, gdy akurat ma zapelniona skrzynke, co normalnym ludziom nie zdarza sie chyba zbyt czesto (mnie sie zdarza ;).
Co ciekawe, w starszych modelach Nokii, np. slynnym “bananie” znanym fanom matriksa, ostatnio wpisana wiadomosc byla przechowywana do czasu edycji nastepnej - wiec jednak sie da…
Uzytkujac kolejno 5 roznych modeli Nokii, odnosze wrazenie, ze choc generalnie zmiany interfejsu w kolejnych wersjach tego telefonu ulatwiaja zycie (choc w stopniu minimalnym), to jak pokazuje powyzszy przyklad - nie zawsze.
Pewnie i tak powinnam byc wdzieczna losowi (albo wlasnej inteligencji i szczesciu), ze dane mi bylo uzytkowac “niezwykle proste i przyjazne telefony” - ale coz, ponarzekac kazdy czasem lubi ;)
A skoro juz jestesmy przy smsach, mozna by jeszcze poruszyc problem ich archiwizacji. Otoz zadna z dzialajacych obecnie w Polsce sieci nie umozliwia zachowania naszych czasem cennych wiadomosci gdzies na serwerze, chocby na krotki czas i chocby za oplata. Skrzynka sie zapelni i po ptokach, trzeba kasowac.
Podobnie zreszta konstruktorzy aparatow zupelnie nie przewidzieli, ze niektorym uzytkownikom bardziej zalezy na otrzymanych wiadomosciach niz np. na grach czy obrazkach, ktore to zzeraja lwia czesc pamieci naszych aparatow.
Ostatnio, po mniej wiecej rocznej przerwie, odwiedzilam swoja “osobista bramke smsowa” na stronie idei (mBox). Ku mojemu zdziwieniu okazalo sie, ze moja podstawowa, darmowa bramka “zapamietala” smsy wysylane w 2003 roku!! Nie dotarlam co prawda do informacji, ile takich wiadomosci moge n=tam przechowac i na jak dlugo (generalnie www.idea.pl nie jest strona zbyt czytelna, pardon, uzyteczna), ale znow okazalo sie, ze jednak mozna.
Tylko nikomu sie nie chce.
Ewa - oczywiscie, ze sie da, tylko akurat na to chyba jeszcze nikt nie wpadl (jestesmy pierwsi) - “to” = “sprzedawac archiwum smsow”. Chcialem nawet pojsc do ktorejs Sieci i podzielic sie tym pomyslem, ale czulbym sie jak frajer, gdybym tak po prostu im o tym powiedzial… po prostu nie bardzo bym wiedzial, komu o tym powiedziec. Bo na pewno nie w obsludzie klienta…
Chyba musze nieco zmienic temat na bardziej komputerowy - a to biblioteki i ogloszenia, to znow smsy i telefony… niekomputerowo sie robi w Elsinterakcji ;)
To bylby pierwszy krok, by zawojowac swiat… :-)
a propos archiwum smsow… Siemens c55 ma spore :-)
Siemens chce Ciebie. Jak myslisz, po co sa tak nieprzemyslane telefony. To jest ukryte polowanie na Talenty. Upolowali jeden, ale tak troche nie do konca :-)
Tutaj Siemensy sa w ciaglej promocji. Za niektore modele nie placi sie nic, o ile ma sie odpowiednia liczbe punktow. Dla nowych uzytkownikow ceny zaczynaja sie od Euro. I wszyscy sie na nie rzucaja ;-)
Nokie kosztuja od 100 euro wzwyz.
Dlaczego Debian jest taki stary?
Kupilem “mojego” (moze raczej to ja jestem jego, a nie on moj - ja daje mu energie, on mnie glownie frustruje) Siemensa za 0.25 Euro, wiec taniej niz w Niemczech czy Austrii… ;P
Czy Siemens c55 pomiesci 2000 lub wiecej smsow i umozliwi latwe ich przegladanie? Watpie, a tyle co najmniej (owe 2000) smsow juz wyslalem w ciagu ostatnich 18 miesiecy, nie wspominajac o tych, ktore odebralem…
Artur, a o czym tu marzyc, jesli marzenie sie spelnia?
To ladnie, bo chciales zaoszczedzic - i teraz cierpisz :-) Dlugo bedziesz sie jeszcze z tym Siemensem meczyc?
Ech, Els… nie mogę nie przyznać Ci racji - takie niedoróbki funkcjonalności to wynik przede wszystkim przypadkowości, jaka jest wszechobecna w procesie wytwarzania oprogramowania w małych firmach. Typowe problemy to arcyzróżnicowany pod względem umiejętności zespół, no i brak prawdziwego guru-architekta, który mógłby świadomie pokierować wizją projektu od modelowania do wdrożenia. Zresztą… wiesz dobrze, o czym mówię:). Takie “kwiatki” zauważa analityk przy określaniu wymagań, ale… która mała firma ma analityka, który jest wyłącznie analitykiem, a nie analitykiem-projektantem-programistą?;) Podobny problem to admin w roli helpdesku dla klienta zewnętrznego - masakra…
Zdradzę Ci też pewien sekret: przyszłość www i e-commerce należy do takich interfejsów, jak www.fido.pl - są komunikatywne, wyręczają podstawowy helpdesk (a podstawowe pytania to zwykle co najmniej 80% całego helpdesku) i tanie w utrzymaniu. No i są takie, jakimi chcemy je widzieć (brunetka? blondynka? azjatka? tylko kliknij… ;)
Wynik przypadkowości w procesie wytwarzania oprogramowania w małych firmach?
Siemens, Adobe i Macromedia - to tytani. I w m.in. w ich sztandarowych produkach występuje problem ostatecznego potwierdzenia, aż do dziś (w Photoshopie i Fireworks, na przykład - i na szczęście - częściowo rozwiązany programowaniem wsadowym niektórych operacji).
To nie jest związane z analizą wymagań! A jeśli jest, to jak to możliwe, że i w tych firmach nie wychodzi? (Twierdzę, że nie jest, bo czytałem już trochę o analizie wymagań i widziałem kilka specyfikacji wymagań i takie rzeczy po prostu nie są w niej ujmowane, to nie jest ten poziom dokumentu. A może się mylę? Znasz jakiś adres, gdzie można poczytać o tym, jakie cechy interakcji/interfejsu oprogramowania i na jakim poziomie są ujmowane w specyfikacjach tworzonych za pomocą poszczególnych metodologii tworzenia oprogramowania? Poza tym jeśli użyteczność jest zaliczana do Quality Assurance, to do widzenia - właśnie na tak późnym etapie tworzenia systemu problemy będą z konieczności rozwiązywane dodatkowymi pytaniami…)
Nie wierzę, aby analitycy - czego się od analityków mniej więcej wymaga, wiemy po ogłoszeniach nawet dużych firm tworzących oprogramowanie - mieli choćby blade pojęcie o usability (niekoniecznie uświadomione i kojarzone pod tą nazwą). Mogą dobrze rozumieć procesy u klientów-użytkowników, ich sposób myślenia o zagadnieniu i tak dalej - tzn. na pewno to umieją, w końcu to ich praca - ale to nie to samo, co wiedza związana z HCI. A taka wiedza wydaje mi się niezbędna, by zawsze (a nie tylko czasami) uniknąć wpadek tego rodzaju.
Fido.pl - masz na myśli tego pana, który wychwytuje tylko “nie” w moich odpowiedziach na pytanie o imię (gdy nie chcę go podać) i się bardzo cieszy z tego powodu? :P
Fido pyta o moje imię.
Odpowiadam: “nieważne”.
Fido: “Nie znam takiego imienia! Czy ‘Nieważne’ to Twoja ksywka?”
Odpowiadam: “bynajmniej”.
Fido: “A więc jest to imię, którego dotąd nie poznałem. Mam rację?”
Odpowiadam: “Mylisz się”.
Fido już wie: “Niektórzy ludzie lubią upierać się przy błędnych poglądach. Ale jeśli Ci tak lepiej, to proszę bardzo.”
To jest ta przyszłość? Ja wierzę w AI (choć inne niż inni ;), ale sądzę, że temu panu - choć mi imponuje! - trochę jeszcze brakuje…
Hehe, jeszcze przez 13:30 sama przepytalam pana Fido.. Podobnie reaguje nawet na zgloski bezsensowne. Jednoczesnie wg niego rozmawialismy o muzyce ;)
A ja się zastanawiam co HCI mówi na temat off-topic’owych dyskusji pod artykułem. ;) Hihihi… Wnoszę o utworzenie nowego wątku na rozmowy o Fido. :) Pozdrawiam.
Nie wiem, co mówi, natomiast zapraszam po prostu na EWP forum :)