Mam problem z kompem

Jak często słyszysz “Mam problem z kompem”? Ja mam wrażenie, że słyszę to od zawsze, odkąd komputery w ogóle się pojawiły w domach.

Czy aby nie jest to ta prawdziwa interakcja człowiek-komputer? Codzienna, niestety?

“Wiesza się.”

“Windows mi się wywala.”

Skasowało mi tekst.”

Zapomnijmy chwilowo o charakterze interakcji, architekturze informacji, szczegółach wyglądu GUI. Nie mówmy o drobiazgach, jak niewłaściwie dobrane kolory, kształty, rozmiary, układ czy reakcje na działania użytkownika. To są drobiazgi.

Drobiazgi w porównaniu do niestabilnego systemu operacyjnego (moim zdaniem Windows XP pod tym względem był wielkim krokiem naprzód w historii najpowszechniej używanej rodziny OS-ów, ale wciąż daleko mu do ideału), nieumiejętności znalezienia czegoś na własnym dysku twardym, wirusów i trojanów, spowalniania komputera wraz z czasem jego użytkowania. Zdaję sobie sprawę, że są to problemy związane ściśle z systemami Microsoft Windows - proszę wybaczyć, że ograniczę się właśnie do nich, ale to Windows używają prawie wszyscy użytkownicy komputerów. Świadomość, że istnieje wiele różnych systemów operacyjnych, upowszechnia się w naszym kraju dopiero od dwóch, może trzech lat.

Mam wrażenie, że istnieje duża grupa użytkowników komputerów, którzy absolutnie nie panują nad tymi maszynami. I to nie tylko w sensie nieumiejętności naprawienia ich, gdy coś nie działa. Ponieważ niewiele wiedzą o wnętrzu komputera czy, co częściej się przydaje, o zasadach działania systemu operacyjnego (nieraz dość dziwacznych), regularnie bezradnie rozkładają ręce i mówią znajomym informatykom czy entuzjastom: “Nie działa.”

Znamienne, że mówią “nie działa”, nie precyzując, co dokładnie nie działa. W rozmowach na GG, smsach, czasem nawet podczas rozmów telefonicznych wielokrotnie zetknąłem się z tym mętnym, niesprecyzowanym “mam problem z kompem”. Od osób nie znających technicznych szczegółów działania komputera - wszystko jedno, czy sprzętowych, czy programowych - trzeba spokojnie, systematycznie wyciągać informacje na temat objawów owego niedziałania.

Tym, co mnie często przeszkadza, jest bezgraniczna wiara w możliwość zrozumienia istoty problemu na podstawie powyższych słów “nie działa”. Zastanawiam się jednak, co przeszkadza tym osobom, które szukają pomocy w ten sposób.

Użytkownicy zazwyczaj potrafią dość dokładnie opisać problem, zwłaszcza jeśli powtarza się dość często. O ile nie chodzi o jakiś komunikat (okno dialogowe), który w pośpiechu ominęli bez dokładnego czytania (jak to było? “Error messages should be avoided”?), poproszeni o pokazanie problemu szybko przekazują znawcy tematu istotę swego narzekania. Narzekania na technologię. A znawca zazwyczaj szybko eliminuje problem. W końcu ma duże doświadczenie.

Tym, co przeszkadza użytkownikom, jest niezrozumienie. Mówią: “nie działa”, nie precyzując i oczekując pomocy, ponieważ są bezradni wobec stopnia skomplikowania zagadnienia. W taki sam sposób, gdybym mój samochód nagle się zatrzymał, ja szukałbym pomocy u mechaników. Powiedziałbym: “przestał jechać”. Nic więcej nie potrafiłbym dodać. Oczywiście, wcześniej próbowałbym zapalić kilkakrotnie silnik, może zajrzałbym pod maskę (w nadziei, że zgadnę rozwiązanie problemu), może poczekał chwilę. Czy to się czymkolwiek różni od zrestartowania komputera lub zajrzenia do wnętrza obudowy? Chyba nie bardzo.

Nie rozumiem, jak dokładnie działa samochód, więc nie potrafię ani zidentyfikować problemu, ani zlikwidować jego przyczyny. Choć chciałbym wiedzieć, co jest pod maską, nie mam (we własnej ocenie) dość czasu, by się tego nauczyć. Oczekuję, że samochód będzie działał bez zarzutu, o ile od czasu do czasu pojadę do warsztatu na przegląd. A w razie potrzeby skorzystam z Assistance.

Tak samo osoby nie rozumiejące dokładnie, jak działa komputer, nie potrafią zidentyfikować przyczyn złego zachowania komputera ani tym bardziej ich usunąć. Chcieliby rozumieć, ale to wymagałoby poświęcenia bardzo dużej ilości czasu, na co nie mogą lub nie chcą sobie pozwolić. Oczekiwania użytkowników wobec komputerów są zapewne podobne, jak moje wobec samochodu: ma działać bez zarzutu, od czasu do czasu można coś przeinstalować. (W Polsce, mam wrażenie, najlepszym remedium na wszystko jest reinstalacja systemu Windows. Sam, nie znając recepty na poprawienie stanu komputerów moich znajomych, u których nie bywam, polecam to czasami.)

Podejrzewam, że jednym z głównych powodów obecnej sytuacji jest to, że dzisiejsze systemy operacyjne (w tym Linux) pokazują za dużo wnętrza komputera. Są po prostu na zbyt niskim poziomie. Wszelkie próby “integracji” różnych zadań (multimedia, dokumenty itd. w jednym miejscu) nie powiodą się, dopóki tak wiele rzeczy związanych jest np. z systemem plików, który jest mimo wszystko dość skomplikowany. Dopóki wszystkie urządzenia, w tym karty graficzne, monitory, myszki, klawiatury, drukarki i tak dalej nie będą standardowo komunikowały się za pomocą jednakowego, łatwego protokołu (może być coś w rodzaju USB) z komputerem - protokołu, który usuwa m.in. potrzebę “instalowania” czegokolwiek. (Postęp w tej akurat dziedzinie jest ogromny.)

Wprawdzie coraz mniej trzeba wiedzieć o wnętrzu komputera i coraz mniej jakichś kosmicznych komunikatów błędów pojawia się na naszych monitorach (a z drugiej strony przeciętni użytkownicy są coraz lepiej zorientowani w terminologii informatycznej), ale wciąż jest chyba dość daleko od ideału.

Ogólnie rzecz biorąc, są dwa wyjścia z tej sytuacji:

  • uczyć wszystkich użytkowników szczegółów technicznych
  • ukrywać szczegóły techniczne

Ogólny koszt edukacji informatycznej całego świata jest zapewne o wiele większy niż połączone wysiłki kilku tysięcy informatyków, psychologów i projektantów interakcji. Zadaniem tych ostatnich byłoby sprawienie, by użytkownicy nie mówili już: “Mam problem z kompem.” Mogliby od czasu do czasu narzekać “nie wiem, jak to znaleźć” albo “działa za wolno”, ale zmniejszyłby się poziom frustracji, zwiększyło zaś zaufanie.

Rzecz jasna edukacja postępuje samorzutnie, nawet bez wspomagania jej programami tworzenia “społeczeństwa informacyjnego” w Unii Europejskiej czy analogicznymi w innych rejonach świata (nie wiem, czy takie istnieją, ale podejrzewam, że tak). Wciąż jednak koszt skoncentrowany na przyczynach problemów na skalę globalną będzie niższy niż koszty edukacji… chyba że zadanie jest tak trudne, iż nakłady na jego realizację będą astronomiczne. Jednak mam wrażenie, że niestabilność systemu operacyjnego, spam, wirusy, trojany i podobne problemy nie są aż tak trudne.

Komentarze (10)

  1. Asar
    22.02.2005 o godzinie 20:36

    Powiem szczerze ze już mam dość naprawiania czyjegoś sprzętu. Ktoś coś popsuł zainstalował jakiś gówniany soft i teraz ja mam się głowic jak to naprawić bo on nie potrafi. No po prostu szlak mnie trafia bo nie działa komuś sprzęt tak jak on sobie wymarzył ze nie działa stabilnie, szybko itp. Jak by w dodatku była to moja wina.

  2. 23.02.2005 o godzinie 1:36

    A to dlatego, że MS ustalił pewien poziom zagłębienia w szczegóły sprzętu i wszyscy przyjęli go jako konieczny standard. Sam czasem przeżywam w pracy sytuacje typu kolega podłącza kamerę cyfrową do mojego komputera (PLD Ac) i czeka aż zacznę stukać w klawiaturę, zdziwiony, że już jego kamera jest dostępna po sambie.

    Jestem jak najbardziej za standaryzacją w tej dziedzinie, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie karty graficznej, do której nie wychodzą regularnie pakiety driverów. Pod linuksem jest to paradoksalnie bardziej intuicyjne, bo wszystko aktualizuje się samo z repozytorium dystrybucji.

    Uwaga drobna: używaj konsekwentnie cudzysłowów, zwłaszcza prawych ;]. Albo w ogóle używaj znacznika [q].

  3. 23.02.2005 o godzinie 9:26

    hm…

    @Asar: http://tinyurl.com/5wweg ;)

    a co do moich 3 groszy…

    zgodze sie z Patrysem - MS ustalil pewien standard - ktory niestety stal sie w Polsce stereotypem. znow uderze do mojego graal’a - osx’a. jakos ostatnio czytalem ciekawy artykul, napisany fakt, faktem, przez 15′o letniego uzytkownika tegoz systemu. ale czytajac rozne wypowiedzi na sieci, ludzi ktorzy sie wlasnie przesiedli, ludzi, ktorzy ktorzy korzystaja z niego juz od ladnych paru lat… coraz bardziej pragne dorwac w koncu mac’a i zanuzyc sie w przyjemnycm swiecie osx’a. a co do windows’a… coz - albo jestes userem, albo jestes ‘userem’ - taki ’standard’.

    @Patrys - zwroc uwage, ze nasz kolega uwaza firefox’a za niszowa przegladarke… wiec nie dziw sie, ze gdy mowisz mu ‘juz.’, to on z szokiem w oczach powtarza za toba ze zdziwieniem - ‘juz?’ ;]

  4. Elsindel
    23.02.2005 o godzinie 9:51

    Patrys - jak zatem jest w Linuksie ze sprzętem? Jeśli chodzi o poziom pokazywania komputera, to Linux, z którym ja miałem do czynienia (fakt, 2 lata temu i dawniej, od dłuższego czasu nie korzystam… choć ciągle o tym myślę), pokazywał wszystkie bebechy komputera i radośnie oznajmiał mi, że “X podmontowane”, “Y podłączone w jądrze”, “Z nie widzi V”, …

    Jak to jest więc w Linuksie, tzn. pod w jaki sposób konkretnie ucieszyłby on mnie pod względem ukrywania szczegółów, których nieinformatycy i niepasjonaci znać nie muszą i nigdy raczej nie będą?

    Co do cudzysłowów: WP sam zamienia " na cudzysłowy drukarskie, czasami coś gubi i nie zamienia, nie wiem… W wolnej chwili się temu przyjrzę.

    Jeśli chcecie komuś uświadomić, że FF nie jest już luksusem dostępnym nielicznym, pokażcie mu choćby - od niedawna Firefoks jest już na stronie głównej na trzecim miejscu!

  5. 23.02.2005 o godzinie 14:17

    U mnie na blogu FFox ma ponad 50%, IE ma koło 25%. Wiem, że inny target group, ale o czymś to świadczy.

    W linuksie jest tak, że na ogół na początku musisz dojść do tego (google pomagają), który mofuł kernela załadować, ale cała konfiguracja na ogół ogranicza się do dopisania tego modułu do /etc/modprobe.conf. Później wykrywanie sprzętu jest automatyczne (od jakiegoś czasu standardem jest hotplug + udev). Nie wiem, jak to w tej chwili obsługuje KDE, ale Gnome po podłączeniu urządzenia (kamera, usbstick, flashcard, cd, dvd, etc.) dodaje sobie sam ikonkę w oknie “Komputer”, a jej kliknięcie powoduje zamontowanie urządzenia i dodanie stosownej ikony na pulpicie i we wszystkich oknach typu “Zapisz” i “Otwórz” (wszystkie wymienne urządzenia mają swoje ikony na pulpicie). Kliknięcie prawym przyciskiem na zamontowanym urządzeniu ujawnia opcję “wysuń” lub “odmontuj”, która powoduje odmontowanie i ewentualne wysunięcie nośnika.

  6. 23.02.2005 o godzinie 14:21

    BTW: doszedłem do tego, co się dzieje z cudzysłowami - nie zastępuje, jeśli przed lub po wyrazie występuje jakiś znak, np.

    * tutaj-”nie zadziała lewy”

    * “tutaj nie zadziała”, tym razem prawy

  7. grzmot
    28.02.2005 o godzinie 20:19

    Witam. Wydaje mi się, że główny problem z pecetami polega na tym, że one nie są urządzeniami zamkniętymi. Pecety są w większości składakami i każdy kupujący deklaruje się w zasadzie jako “majsterkowicz”. Co prawda można kupić komputer firmowy, ale nawet w takim będzie zainstalowane oprogramowanie (windows) przeznaczone na tysiące konfiguracji, i o skomplikowaniu odpowiednim do zadania.
    Sądzę, że komputeru mogą osiągnąć poziom “bezproblemowości” adekwatny do, powiedzmy, telewizora, jeśli, tak jak telewizor, będą produkowane i sprzedawane jako całość. Kiedyś tak było (Atari, C64, Amiga), i tamtych komputerów mógł użytać każdy, a dało się na nich robić w zasadzie wszystko to, co i dzisiaj. Zaczynają zresztą już się pojawiać podobne urządzenia - tzw. barebone, jednak póki co, są to jedynie zminiaturyzowane pecety, bez wyraźnego standardu, i bez specjalizowanego systemu operacyjnego.
    Przy okazji, ta stronka bardzo mi się podoba, będę tu zaglądał ;)

  8. 11.03.2005 o godzinie 12:13

    blog-is-dead?:)

  9. kuba
    21.07.2007 o godzinie 12:56

    skasował mi się gg z dużoma numerami których od większości osób moge nie wziąść a było to tak włączyłem gg zalogwałem się i nagle ono mi się wyłączyło i du.pa nic nie było konto poprostu znikneło :(:(:(:(:(

  10. andzia
    7.10.2007 o godzinie 17:10

    ja potrzebuje z czego jest zbudowane wnetrze komputera na informe!!!

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.