7.03.2006
Czego brak bibliotekom
Wyobraźmy sobie bibliotekę uczelnianego instytutu, albo nawet główną bibliotekę uczelni.
Czy jest jakiś problem związany z oprogramowaniem takiej biblioteki?
Studenci nie mają problemów z wybraniem czy zamówieniem książki, wyszukiwanie zazwyczaj jest dobrze zrobione. Problem, o którym słyszę bardzo często, polega na tym, że mnóstwo tych ważnych książek dostępne jest w bardzo niewielkiej liczbie egzemplarzy. Na przykład w jednym egzemplarzu.
Wydawało mi się, że niewiele można na to poradzić (poza wprowadzaniem drakońskich reguł wypożyczania, np. na co najwyżej 1 dzień albo tylko do czytelni)… wczoraj jednak pomyślałem, że może warto by po prostu pokazywać w systemie bibliotecznym dane kontaktowe osoby, która daną książkę wypożyczyła. Dzięki temu zawsze w pilnych sprawach można by się zdać na dobrą wolę tych szybszych: zadzwonić czy wysłać e-mail, prosząc o możliwość wypożyczenia książki na kilka dni.
Częściowe rozwiązanie tego typu już widziałem, natomiast nie słyszałem o bibliotece, która by wdrożyła taki system (wypożyczając książkę na dłużej niż kilka dni zgadzasz się “niejawnie” na dostęp do innych klientów biblioteki do Twoich danych kontaktowych, chyba że istnieje chociaż jeden wolny egzemplarz tej książki w danej chwili).
Pojawiają się oczywiście problemy: podejrzenie o “wspieranie” w ten sposób nielegalnego kopiowania książek, kwestia prywatności (możliwe nadużycia takiego systemu), wiarygodności danych kontaktowych. Jeśli jednak istnieją wspólne trudno dostępne zasoby, to chyba warto się nimi dzielić… podejrzewam, że wiele osób zaniedbuje po prostu swoje konta biblioteczne, i chętnie znacznie wcześniej przekazywałoby raz wypożyczone książki komuś innemu niż to robi bez takiego zewnętrznego impulsu.
Ciekawe, czy widzieliście gdzieś coś podobnego?

A jak ktoś zadzwoni, ja mu “odpożyczę” książkę na dwa dni, a on nie odda? Ja to udowodnię? To wbrew pozorom nie takie proste.
To idzesz do biblioteki i oddajesz :) albo on i ty dzwonicie i ze nastapila wymiana i podajecie haslo jednorazowe. Cos zawsze mozna by wymyslic
” Jeśli jednak istnieją wspólne trudno dostępne zasoby, to chyba warto się nimi dzielić?”
Niestety nie wszyscy mysla w taki iscie open source’owy sposob :/
Można inaczej.
Wymagałoby to zintegrowania systemu z sięcią / GSM. W momencie, kiedy chcesz pożyczyć brakującą pozycję system wysyłałby e-mail/sms do wypożyczającego z informacją.
Eliminuje większość podniesionych problemów, ale co z tymi, którzy i tak nie oddadzą? Nie wiadomo do kogo się wybrać w towarzystwie postawnych kolegów =>
Ja proponuje po prostu wrzucić wszystkie książki w wersjach elektronicznych i nie ma problemu, że ktoś wypożyczył, bo każdy może sobie ściągnąć. Kserowanie czy ściąganie na dysk - na jedno wychodzi. Wiadomo, że w celach studenckich.
Nie wiem, jak to prawnie wygląda, bo całej książki kserować nie można, ale to i tak ściema, bo nawet jak są oporni to prosisz o pół książki, potem idzie koleżanka i kseruje drugie pół.
Poza tym… widzą kartki w ksero, że nie można kserować CAŁEJ. Więc jak poproszę bez spisu treści albo dwóch ostatnich stron to nie bedzie przecież cała :-P
Co to wypożyczania od już wypożyczającego to zawsze można się podpiąć pod rewers i on już nie przedłuży. Problem pojawia się, jak jest jeden egzemplarz, a weźmie sobie pracownik naukowy na cały rok i potem robi z tej książki egzamin :-D
W serwisie mojej biblioteki osiedlowej przy przeglądaniu książek widzę, u której osoby książka właśnie się znajduje, z tym że podany jest wyłącznie numer biblioteczny tej osoby.
Gdyby na uczelni był to numer indeksu, już do takiej osoby da się dotrzeć. :)
A nie prościej by było dać możliwość kupienia książki (lub jej dowolnego rozdziału) w PDF, powiedzmy 20gr za stronę? Połowę z tych pieniędzy oddać wydawcy — wszyscy powinni być zadowoleni. Opłata niewiele wyższa niż za ksero, a wydawca cokolwiek z tego dostaje.
+1 dla Patrysa :)
Nie sądzę, żeby jakikolwiek wydawca się na to zgodził: wciąż trudno dorwać na sztuki muzykę (tzn. najlepsze utworzy danego wykonawcy) - są pierwsze próby online, ale wbrew tezom o świetnym pokryciu rynku, są tam naprawdę tylko wybrani wykonawcy, przynajmniej w Polsce (może w itunes itp. jest znacznie lepiej).
Legalne kserowanie na raty, hehee, nie sądzę.
PDF-y ktoś musiałby robić, a gdyby już były - przy panicznym strachu wydawców przed udostępnianiem czegokolwiek - chyba właśnie PDF-ów baliby się jeszcze bardziej niż kser, bo za ksero ludzie muszą przynajmniej zapłacić, a za wysłanie PDF-a emailem nie ;P
Przyznam, że nie chcę wchodzić w kwestie biznesowe, bo to natychmiast oddala ideę straszliwie, przynajmniej przy obecnych kierunkach rozwoju ochrony praw autorskich.
Podoba mi się pomysł z wymianą i hasłem jednorazowym. Nie trzeba by chodzić do biblioteki ;P tylko znów: prywatność.
najprostszym (prospołecznym) rozwiązaniem wydaje się zwyczajne nie przetrzymywanie książek ;)
Kserowanie jest nielegalne? Książki nie są objęte ustawą o dozwolonym użytku?
Przyznam, że nie znam dokładnej interpretacji, nie znam orzecznictwa ani nie jestem prawnikiem, ale na pewno są wyraźne granice dozwolonego użytku. ;)
Nie chciałbym jednak wchodzić w kwestie kserowania: nie problem prawny chciałbym rozwiązać, a organizacyjny.
Co do nieprzetrzymywania: wszyscy wiemy, że ludzie przetrzymują, ale równie dużym problemem jest po prostu znikoma liczba egzemplarzy: cenną książkę można wziąć dla siebie na miesiąć całkiem legalnie, mimo że skorzysta się z niej np. w ciągu kilku dni… a inni w tym czasie są na lodzie. Szukamy metody usprawnienia komunikacji.
Swoją drogą, ciekawe, ile lat upłynie zanim większość książek dostępna i rzeczywiście czytana będzie wyłącznie w postaci elektronicznej, i kiedy książki będą tańsze (dzięki temu właśnie).
poza tematem, ale… fajnie zrobiona prezentacja :)
http://ilya.us/barcampla06/
Podstawowym problemem jest tutaj OCHRONA DANYCH OSOBOWYCH. Jako bibliotekarz nie mam prawa udostęniać jednemu czytelnikowi danych osobowych (lub kontaktowych) drugiego czytelnika.
Jeśli chodzi o ilość dostępnych egzemplarzy: oczywiście winny jest brak pieniędzy na zakup tychże.
emigo: racja, ochrona danych osobowych ma tu swoje zastosowanie, jednak czy stoi coś na przeszkodzie, aby biblioteka przy rejestracji wymagała wyrażenia zgody na udostępnienie innym osobom zapisanym do biblioteki informacji o np. nazwisku i wybranych danych kontaktowych do tej osoby? Nie sądzę, żeby to był wielki problem, trudno też nadużyć taką wiedzę (gdyby ktoś chciał zapisać się do biblioteki po to, aby zdobyć dużo informacji o kimś): jeśli nic nie wypożyczasz, nikt nic o Tobie i tak nie wie, a jeśli pożyczasz jakąś konkretną książkę, to jedynym sposobem, żeby o tym się dowiedzieć, jest trafić na tę książkę.
Da się to zrobić?