31.03.2006
User science
Ojciec polecił mi ostatnio książkę Richarda Feynmana, amerykańskiego fizyka noblisty, zatytułowaną “Przyjemność poznawania”. Jest to zbiór wywiadów i esejów. Główne dwa tematy przewijające się przez całą książkę to Feynmana widzenie i znaczenie nauki (i świata jako ciągłego dostarczyciela zadziwiających obserwacji) oraz jego najważniejsze przedsięwzięcia naukowe (nanotechnologia, diagramy, projekt Manhattan).
Feynman przekazuje w tej książce, że należy szanować niepewność.
Piszę o tym, ponieważ Feynman w elegancki sposób tłumaczy, na czym polega nauka, i jak powinno się ją uprawiać. Nauka polega na obserwacji, wnioskowaniu z tych obserwacji i - co bardzo często podkreśla - na braku pewności, że otrzymane wnioski są prawdą ostateczną. Nie wiemy tak naprawdę, jak działa świat - próbujemy znajdować coraz lepsze przybliżenia opisu zjawisk, które obserwujemy, modele, które coś są w stanie przewidzieć, ale zawsze dopuszczamy możliwość błędu. Nauką jest to, co obserwowalne. Feynman negatywnie wypowiada się o naukach humanistycznych, o filozofii.
Gdy przykładam jego słowa do interakcji człowiek-komputer, widzę, jak często sam łapię się na tym, że już, już chcę coś kategorycznie stwierdzić na temat projektu, interfejsu, który oglądam.
“Ten przycisk jest za słabo powiązany z tym komunikatem.”
“Wydaje mi się, że tutaj brakuje trochę światła.”
“Musimy uprościć ten formularz.”
Jak często to słyszymy czy sami mówimy? Ja zbyt często. Nie wiem, jak Wy. ;)
Nie przeprowadziłem dotąd ani jednego, naprawdę, ani jednego badania z użytkownikami, w którym coś by mnie nie zaskoczyło. Nawet pomimo faktu spędzenia nad każdą badaną witryną dużej ilości czasu przed testami z udziałem użytkowników.
Spotkałem się z opinią, że badania z użytkownikami są w ogóle bez sensu. Witrynę czy program można świetnie przygotować opierając się na wiedzy ekspertów, na wytycznych, że wystarczy odpowiednio dużo czasu poświęcić na analizę problemu - i gotowe.
Świetnie, ale skąd w ogóle wzięła się wiedza ekspertów, a nawet lepiej - wytyczne? Skąd wzięły się interfejsy takie, jakie widzimy? Przecież one wzięły się właśnie z badań w laboratoriach użyteczności oraz opinii użytkowników, gdy badania nie były prowadzone, z nieformalnej obserwacji znajomych, kolegów po fachu. Z obserwacji.
Zdobycie kilku użytkowników może być wbrew pozorom trudne organizacyjnie, ale warto - wtedy dopiero można powiedzieć, że uprawia się user science.
Przykład ciekawostki (tutaj akurat opinii użytkownika, a nie samego zdarzenia) — oto ciekawa odpowiedź jednego z użytkowników na pytanie, jak rozumie słowo “Przechowalnia” w sklepie internetowym - czego spodziewałby się po takiej funkcji. Użytkownik stwierdził, że przechowalnia to chyba takie miejsce, gdzie może wrzucić jakiś towar i nawet jeśli towar ten zniknie po kilku tygodniach z oferty, egzemplarz w przechowalni będzie dostępny do zakupu. Innymi słowy: przechowalnia to towary spod lady. Wspaniałe!
Dopóki nie sprawdzisz z użytkownikiem, nie wiesz, czy działa, możesz najwyżej podejrzewać. Weryfikuj swoje przypuszczenia i zakładaj możliwość pomyłki. Taki jest mój wniosek i jednocześnie kierunek rozwoju… więcej user testów, więcej patrzenia, jak właściwie ludzie korzystają z komputerów. Mnie to bardzo interesuje i skwapliwie przyglądam się, gdy tylko ktoś w moim otoczeniu jęknie, że z czymś sobie nie może poradzić: co sprawiło trudność? Co użytkownik rozumie pod pojęciem? Jak sobie z tym poradzić?
Pamiętajcie o tym terminie user science, bo on naprawdę jest ważny - to nie jest żadna papka pojęciowa.

Gdyby opierać projekt tylko na wiedzy ekspertów, to HCI by się niewiele różniło od astrologii — każdy znawca ma inne zdanie i jeszcze nikt nie słyszał, żeby to działało.
Tak. Jednak mam wrażenie, że często muszę to do pewnego stopnia przekazywać osobom, z którymi mam kontakt; sam mam poczucie, że nie spędzam dość czasu na obserwacji pracy użytkowników, choć nie jest o to łatwo…
Jeśli ktoś z Was prowadzi lub chciałby prowadzić jakieś w miarę regularne badania (nie chcę powiedzieć, że naukowe) - różnych programów czy stron, zależnie od potrzeb i możliwości - proszę o kontakt. Może nawet ktoś z Was to robił na większą skalę? Razem z Krzyśkiem Urbańskim (organizatorem spotkania użytecznościowego w Warszawie) stwierdziliśmy, że ciekawa byłaby jakaś zorganizowana forma takich działań, może z pomocą zainteresowanych uczelni (np. warszawskich, wrocławskich).
Wszystko z umiarem. Bo jak nie będziesz dość pewny, to zwątpisz i zawrócisz z dobrego kierunku.
Nie rozumiem, czy możesz napisać jedno zdanie więcej..?
Jak nad czymś pracujesz i chcesz osiągnąć jakiś cel, to musisz przyjąć jakieś założenia (np. takie, że ktoś to kupi, albo że komuś to jest potrzebne, albo że menu “Plik” powinno być pierwsze od lewej). To drobiazg. Gorzej jeśli pracując nad czymś poruszasz się w prawidłowym kierunki i nagle zaczynasz wątpić. Wyobraź sobie co by było, gdyby Winston Churchill zwątpił, czy warto wypowiedzieć wojnę Niemcom.