Największy problem usability: słownictwo

Poeta pragnie wypowiedzieć dokładnie to, co myśli (”Aby język giętki…”). Autorowi interfejsu powinno zależeć na tym, by użytkownik czytając etykietę przycisku czy odnośnika zrozumiał, co jest po drugiej stronie. Nie jest ważne, czy czytając “napisany” przez siebie ekran autor odczyta tam to, co myślał - czyli czy użyje słów, które mu dobrze brzmią. Ważne, żeby druga osoba zrozumiała te słowa tak, jak powinna.

Wpływ słów używanych w nawigacji czy na przyciskach w sklepach internetowych ma kolosalne znaczenie. W ciągu ostatniego roku doszedłem do wniosku, że głównym problemem użyteczności stron WWW nie jest to, że trudno znaleźć menu, układ strony jest mylący, brakuje istotnych informacji czy też jest za dużo reklam.

Największym problemem jest to, że internauci kompletnie nie rozumieją, co znaczą używane na stronach słowa.

Nie dlatego, że są niemądrzy czy za mało czytali. Zazwyczaj dlatego, że to autorzy stron nie zwracają uwagi na używane słownictwo czy, szerzej, język, traktując treść (ang. content) jako mniej ważny element serwisu internetowego.

Coraz częściej w badaniach z użytkownikami wprowadzam elementu “przepytywania”, co wg uczestnika spotkania kryje się za poszczególnymi odnośnikami. Rezultaty są przerażające. Połowa pytań kończy się brakiem odpowiedzi (”nie mam pojęcia, mogę zgadywać”), a znaczna część reszty odpowiedzi jest nieprawidłowa.

Aby ustrzec się tego problemu, warto po prostu pytać.

Gdy zaprojektujecie strukturę serwisu i wymyślicie już nazwy kategorii (także np. działów produktowych w sklepie), po prostu podejdźcie do kogoś, kto nie wie, co to za serwis, i zapytajcie, do jakiej wg tej osoby strony prowadzą poszczególne odnośniki.

Sortowanie kart jest metodą, która pozwala wyłapać to w sposób naturalny - jeśli nie dostarczy się osobom grupującym dokładnych definicji każdej z kart (same tytuły), będą zadawać pytania w przypadku niejasności. Gdy pogrupują już karty i każda osoba nada swoim grupom własne tytuły (to jedna z wersji tej metody), porównując je można zobaczyć, jak różni ludzie interpretują słowa.

(Sam nigdy nie zastosowałem tej metody na większą skalę, zatem teoretyzuję. Ostatni podcast Jareda Spoola Spoolcast (3.1 i następne) zawiera sporo informacji o grupowym sortowaniu kart i innych jego wariacjach. Wyniki ankiety sugerują, że jest to metoda praktycznie nieużywana w Polsce. Czas to zmienić. :)

PS. Ponieważ od dłuższego czasu poświęcam dużo uwagi językowi komputerów i temu, jak ludzie rozumieją stosowane w produktach interaktywnych nazewnictwo, dodałem nowy dział “Język i nazewnictwo” i częściej będę pisał o przykładach dobrego i złego pisania na potrzeby Internetu.

Pozostałe dwa nowe działy to Metodyki projektowania (w inżynierii oprogramowania), czyli na przykład User-Centered Design, które trzeba jakoś połączyć ze stosowaną przez dany zespół programistyczny metodą wytwarzania oprogramowania, oraz User Experience (UXP), czyli szerszy kontekst kontaktu konsumenta z produktem interaktywnym — jego oczekiwania, potrzeby, nastawienie, emocje, obecne nawet wtedy, gdy właściwy nie ma jeszcze żadnego produktu.

Komentarze (5)

  1. Grzesiek
    18.11.2006 o godzinie 11:36

    Bardzo sympatyczna notka. : )

  2. asd616
    18.11.2006 o godzinie 17:20

    Problem dotyczy wielu stron, nawet tej (użyteczność strony a łatwość użytkowania to dwie różne rzeczy :P). Większość autorów zrzyna nazewnictwo żywcem, bezmyślnie tłumaczy wprost angielskie zwroty lub je odmienia (”preordery”). Wynika to ze słabej znajomości ojczystego języka i przeświadczenia, że znaczna część obcojęzycznych słów nie ma polskiego odpowiednika. Powoli zmierzamy w stronę Quebeku i franglais w postaci polgielskiego ;)

  3. 18.11.2006 o godzinie 22:32

    Na ten sam chyba temat - raport Adaptive Path:

    http://www.adaptivepath.com/publications/reports/labels/

    Czy ktoś z Was może to czytał?

    PS. asd616 — jeśli to nie jest duży wysiłek, będe wdzięczny za podpowiedź, co jest niejasne na moim blogu (kontakt na stronie ‘O mnie’). Na obecnej wersji nie robiłem takich badań, może powinienem… :)

  4. 19.11.2006 o godzinie 15:16

    Internauci (nie wiedząc często o tym) bronią się przed nieprawidłowym nazewnictwem na witrynach, ucząc się na pamięć pewnych pojęć i kojarząc je domyślnie ze spodziewaną treścią “za przyciskiem”.

    Najgorsze są nic nie mówiące nazwy typu “Dalej”. Wtedy często nie ma się żadnych szans przewidzieć, co jest dalej naprawdę. :)

    W miarę dobrym rozwiązaniem jest opisywanie słabo zdefiniowanego (np. jednym słowem) elementu w podpowiedzi (np. w jakiegoś rodzaju “chmurce” lub treści pojawiającej się po najechaniu myszką nad element).

  5. 20.11.2006 o godzinie 8:48

    UraniK:

    Tooltipy nigdy nie powinny być jedynym miejscem, z którego wynika, co można znaleźć za linkiem.

    Biorąc pod uwagę, że przeciętny gość serwisu spędza na nim kilkanaście sekund, zanim wróci do wyników wyszukiwarki, ciężko mi wyobrazić sobie stronę z setką napisów “dalej” i proces precyzyjnego celowania w nie kursorem myszki.

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.