Porażka informatyki

Informatyka jako dziedzina naukowo-techniczna rozwija się wspaniale, jednak z punktu widzenia obietnic, jakie składano i wciąż składa się konsumentom czy całym społeczeństwom, zawodzi na całej linii. To, co było na początku główną obietnicą komputerów — uproszczenie przechowywania i przetwarzania informacji, wymiany tych informacji między różnymi systemami, koniec z tonami papieru — jest tak naprawdę luksusową cechą wybranych, najdroższych systemów informatycznych. Świat komercyjny rozdrobnił się na setki tysięcy aplikacji, organy rządowe poszczególnych państw mają własne bazy danych, które zaczynają współpracować ze sobą dopiero wtedy, gdy ktoś podniesie raban, że co to za komputery, skoro między jednym a drugim trzeba przepisywać dane ręcznie. Podobnie bezpieczeństwo. Powinien to być podstawowy wymóg przy odbiorze każdego systemu, a jednak oferowany jest jako wartość dodana: “Nasz system robi to, czego potrzebujecie, a na dodatek jest bardzo bezpieczny.” Piękne.

Komputery stosowane są niemal wszędzie, ale zawodzą w najbardziej przyziemnych czynnościach lub może - żeby ująć precyzyjniej, co mam na myśli - nie pomagają nam tam, gdzie powinny, tj. nie zmniejszają ilości pracy wymaganej do realizacji naszych celów.

Podam dwa polskie przykłady, związane z szeroko rozumianą wymianą danych pomiędzy różnymi podmiotami (coś, co powinno być tańsze i łatwiejsze niż przechowywanie i organizowanie ton papierów).

Przykład 1: kierowca musi mieć przy sobie dokumenty pojazdu

Jeśli wychodzę z domu i zamierzam jechać samochodem, muszę zabrać ze sobą klucz do samochodu, dowód rejestracyjny i dowód ubezpieczenia OC. Oba dokumenty dotyczą tego i tylko tego samochodu, do którego pasuje kluczyk. Kluczyk ma wbudowaną elektronikę, która także jest zaprogramowana do tego konkretnego pojazdu. Innymi słowy, kluczyk wie, że pasuje właśnie do tego auta. Dokumenty też wiedzą, że dotyczą tego auta i jego właściciela. A jednak nie wystarczy mieć w kieszeni kluczyka, aby legalnie jeździć. Czemu?

Powody bezpośrednie są następujące:

  1. państwo polskie wymaga noszenia ze sobą tych dokumentów przez każdego kierowcę
  2. nikt nie wbudowuje dokumentów w sam pojazd

Kluczyk produkowany jest przez producenta auta (na przykład koncern międzynarodowy), zaś dokumenty wydawane są przez państwo polskie (które bardziej ufa pewnie papierowi niż elektronice dostarczanej przez koncern).

Porażka informatyki w tym przypadku polega na tym, że powód pierwszy nie powinien powstrzymać producentów aut i rządów państw przed integracją ewidencji dzielonych zasobów. Prawo wymaga ode mnie posiadania dokumentów? Niech one będą w aucie.

Podstawowa korzyść: wystarczy mi już tylko sam kluczyk - nie muszę tachać ze sobą za każdym razem dokumentów, obawiać się, że je zgubię, wymieniać na nowe przy okazji ponownej rejestracji pojazdu; państwo nie musi mi ich za każdym razem tworzyć.

Przykładowe rozwiązanie polegałoby na wbudowaniu w samochód modułu zawierającego jego historię, informacje techniczne, ubezpieczeniowe, rejestracyjne i inne niezbędne. Kopia tych informacji byłaby na przykład w centralnym systemie państwowym. Odpowiednie urządzenia umożliwiałyby odczyt bądź modyfikację tych danych przez uprawnione podmioty (policjant podczas kontroli drogowej, agent ubezpieczeniowy, właściciel pojazdu itp.)

CEPiK (Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców) to inicjatywa mająca na celu uprościć życie organów państwowych zajmujących się takimi rzeczami, ale o ile mi wiadomo, prace nad nią idą w innym kierunku - mają za cel m.in. “poprawić bezpieczeństwo obrotu cywilno-prawnego pojazdami”.

Przykład 2: nadmiarowość formularzy

Mam 24 lata. Szacuję, że do tej pory musiałem co najmniej kilka tysięcy razy w różnych formularzach i druczkach papierowych podawać swoje imię i nazwisko, PESEL, datę urodzenia, adres zameldowania, numer dowodu osobistego itd. Moje dane (jako obywatela RP) są składowane w bliżej nieokreślonej liczbie organów administracji:

  • urząd skarbowy
  • urząd miejski (prawdopodobnie kilka różnych oddziałów)
  • ZUS
  • NFZ
  • wszystkie szkoły (podstawowa, średnia, wyższa)
  • wybrana placówka opieki zdrowotnej
  • Wojskowa Komenda Uzupełnień
  • urząd stanu cywilnego

Jest tego pewnie znacznie więcej, nawet nie wiem, skąd mogę wiedzieć, gdzie jeszcze przechowywane są moje dane.

Praktycznie w każdym z tych urzędów dane podaję od nowa - zdobywając NIP czy wypełniając wniosek o wydanie nowego paszportu, na przykład, za każdym razem muszę podawać niemal wszystkie informacje osobowe. Ewidencja jest niemal zbędna - gdyby nagle wszystkie urzędy straciły o mnie informację, i tak podałbym ją w ciągu kilku lat “przy okazji”.

Jeśli jest jakaś wymiana tych danych, to odbywa się w sposób niejawny - to znaczy, zmieniając miejsce zamieszkania (zameldowania), mam obowiązek (chyba nawet pod groźbą odpowiedzialności karnej w niektórych przypadkach) samodzielnie udać się do prawie każdej z powyższych instytucji i oznajmić ten fakt, wypełniając oczywiście odpowiedni formularz, w którym ponownie wpisuję wszystkie swoje dane. Jeśli tego nie zrobię, być może niektóre urzędy wymienią się to informacją, ale nie wiem które ani kiedy; nie wiem też, co mnie spotka w związku z tak olbrzymim zaniedbaniem, jak niepodanie urzędowi skarbowemu miejsca zameldowania.
Do tego dochodzą firmy prywatne i inne instytucje, z usług których korzysta duża część społeczeństwa, na przykład banki czy towarzystwa ubezpieczeniowe.

Główny problem to brak wymiany danych

To, co szwankuje, to przede wszystkim brak synchronizacji między tymi wszystkimi instytucjami. Powoduje to na skalę państwa niesamowite marnotrastwo czasu i energii ludzi, bo wszystko trzeba załatwiać ręcznie, trzeba stać w kolejkach, trzeba obsługiwać setki wniosków, weryfikować poprawność danych za każdym razem i tak dalej.

Zdaję sobie sprawę, że stworzenie dobrego systemu państwowego (pełna synchronizacja danych) jest koszmarnie trudne organizacyjnie, czasochłonne, kosztowne. Na Zachodzie jest pewnie trochę lepiej z tą synchronizacją, ale o ile się dowiaduję od znajomych przebywających dostatecznie długo w Europie Zachodniej, niewiele lepiej.

Porażką informatyki jest to, że jako dziedzina nauki i techniki dawno już (całe dziesięciolecia) posiada ona narzędzia, które zapewniłyby to, czego mnie osobiście brakuje. Być może przyczyny są bardzo prozaiczne: firmy informatyczne współpracujące z administracją robią wielkie pieniądze na wszystkim, oferując nieco lepsze tylko niż wcześniej rozwiązania; ludzie zdeterminowani, myślący przyszłościowo i mający kompetencje do integrowania tylu różnych systemów na skalę kraju robią zupełnie inne, ciekawsze rzeczy, i są zbyt drodzy, by Państwo mogło ich ściągnąć we własne szeregi; albo nasz kraj potrzebuje czasu na rozwiązywanie dziesiątek innych, bardziej palących problemów, a te kilkanaście lat wolności od 1989 to okres zbyt krótki, by nawet dobra wola, determinacja i kompetencje cokolwiek tu zdziałały.

Nie mam pojęcia, jak działają od wewnątrz systemy komputerowe administracji rządowej w Polsce, ale moje wrażenie jest takie, że w znakomitej większości są to luźno lub w ogóle nie powiązane ze sobą silosy, pomiędzy którymi dane przenoszone są tak naprawdę ręcznie (poprzez pracę urzędników). Ostatnio w Ministerstwie odpowiedzialnym za informatyzację jest sporo wakatów na stanowiska ludzi odpowiedzialnych, które nawet mnie kuszą możliwością “pracy u podstaw”, ale podejrzewam, że tylko przez pewien czas byłoby to coś pasjonującego, a w rzeczywistości jest to paskudnie ciężka, obwarowana setkami ograniczeń praca.

Mimo wszystko jako informatyk naprawdę załamuję ręce wiedząc, jak to wszystko powinno śmigać. Mam nadzieję, że za pięćdziesiąt lat, jako staruszek, komputery będą upraszczać codzienne życie w każdej jego sferze, a nie tylko stać na biurkach biednych urzędników jako zastępstwo maszyny do pisania.

Komentarze (29)

  1. 4.11.2006 o godzinie 18:36

    Zapominasz o nadmiarowości. Podawanie wielu danych w formularzu stosuje się na wypadek, gdybyś przy którejś z nich się pomylił.

    Poza tym ja osobiście nie chciałbym się znaleźć w bazie danych, w której zebrane byłyby wszystkie informacje na mój temat. Dlaczego Urząd Skarbowy miałby wiedzieć na jakie choroby chorowałem i jakim samochodem jeżdżę? Po co lekarzowi moje ostatnie zeznanie podatkowe? Niech każda instytucja zbiera informacje absolutnie niezbędne do jej funkcjonowania, a nie zajmuje się zbieraniem informacji na temat obywateli - tym zajmuje się już biuro antykorupcyjne.

    Oczywiście w krajach Europy Zachodniej wcale nie jest inaczej. Do samochodu wydawane są nie tylko kluczyki, ale również ubezpieczenie, dowód rejestracyjny, karta pojazdu itd. Każdy z tych dokumentów jest przechowany przez inną firmę i ja wcale nie chcę, żeby to się kiedyś zmieniło.

  2. 4.11.2006 o godzinie 18:54

    rzyjontko: Co do nadmiarowości: wystarczy mój numer PESEL, w którym trudno się pomylić (a kombinacja PESEL-Imię (samo imię!) jest już niesamowicie różnicująca).

    Piszesz: “Poza tym ja osobiście nie chciałbym się znaleźć w bazie danych, w której zebrane byłyby wszystkie informacje na mój temat. Dlaczego Urząd Skarbowy miałby wiedzieć na jakie choroby chorowałem i jakim samochodem jeżdżę? Po co lekarzowi moje ostatnie zeznanie podatkowe?”

    Każda instytucja ma mieć dostęp do tych informacji, które są jej potrzebne, a nie do wszystkich, i to można przecież zrealizować na rozmaite sposoby. Wszystkie dane nie muszą być w jednym miejscu (ale mogą). To, że dane są zebrane w jednym miejscu, nie oznacza przecież, że każdy ma dostęp do pełnej dokumentacji.

    Rozumiem, że nie chcesz tego, bo martwisz się o swoją prywatność? Ale wszystko to można realizować nie tracąc nic z prywatności zachowywanej obecnie.

    Dzisiaj wcale nie jest z tą prywatnością tak różowo. Przykładowo, lekarz wcale nie musi znać Twojego nazwiska, a osoba wydająca Ci prawo jazdy - dokładnego miejsca zamieszkania czy daty urodzenia. Bo po co? To właśnie komputery mogą zapewnić wysoki poziom ochrony danych osobowych - będą nieludzkie w swoim minimalizmie dostępu do danych, jeśli dobrze się je zaprogramuje.

  3. 4.11.2006 o godzinie 19:12

    Oczywiście. Istnieją nawet takie systemy, w których można stwierdzić, że ktoś ma minimum 18 lat bez ujawniania jego wieku (ta książka opisuje tego typu system: http://www.amazon.com/Rethinking-Public-Infrastructures-Digital-Certificates/dp/0262024918)

    Ale doskonale wiesz, że każde oprogramowanie ma błędy. Niektóre są trywialne, a niektóre tak katastrofalne jak ten w Ariane 5 z 1996r. Wycieki danych osobowych są na porządku dziennym. Dlatego każda bariera oddzielająca niepowołane osoby od moich danych osobowych jest dobra - również tak trywialna jak fakt, że muszę podawać moje dane osobowe wielokrotnie.

    Poza tym ten sam problem występuje w sieci, gdzie każda strona wymaga założenia osobnego konta. Dlaczego nie upowszechniła się usługa Microsoft Passport? Czy sam korzystasz z opcji przeglądarki do zapamiętywania Twoich haseł na wszystkich stronach? Ja nie odczuwam tak wielkiego dyskomfortu podawania moich danych osobowych za każdym razem, gdy to konieczne. Do tego stopnia tego nie odczuwam, że nie przypuszczam, żebym je musiał chociaż tysiąc razy podać, a żyję o rok dłużej ;]

  4. 4.11.2006 o godzinie 19:23

    I jeszcze jedno: gdybym podawał tylko imię i PESEL, to oczywiście można w prosty sposób stwierdzić, że podane dane są błędne, ale nie da się odzyskać żadnej z tych dwóch. Jeśli podasz nazwisko, datę i miejsce urodzenia, to można wykluczyć wszelkie błędy i uzupełnić błędnie wypełnione dane.

  5. 4.11.2006 o godzinie 19:33

    Co do MS Passport - sporo na ten temat jest na blogu SXIP (http://sxip.com/), powstaje też kilka (chyba) lepszych systemów tożsamości cyfrowej, np. OpenID (http://openid.net/).

  6. 4.11.2006 o godzinie 19:47

    Czy systemy tożsamości cyfrowej się przyjmą, czy nie, to się jeszcze okaże. Póki co nie widzę żadnej ich przewagi nad zapamiętywaniem hasła w przeglądarce albo zachowywaniem informacji o zalogowaniu w cookie. Taki OpenID jest przy tym znacznie bardziej skomplikowany, narażając użytkowników na błędy w implementacji.

  7. 4.11.2006 o godzinie 20:00

    Przewagi takich systemów jak OpenID nad zapamiętywaniem haseł w przeglądarce:
    1. mogę udostępnić komuś komputer nie obawiając się, że w ciągu 30 sekund użyje opcji “pokaż hasła” i dowie się, jakie mam hasła (w przypadku udostępnienia na dłużej i usługi typu OpenID oraz systemu Windows na przykład i tak jestem zagrożony, bo może zainstalować keylogger lub coś podobnego)
    2. mogę używać dowolnego komputera jako dostępu do usług - w kafejce, u kolegi, w pracy, w domu - nie muszę łazić z własnym
    3. jeśli padnie mi dysk, nie tracę zapamiętanych haseł
    4. “podchodząc” do nowej usługi (nowy sklep internetowy), jeśli współdziała on z tym systemem, muszę jedynie “zalogować się” - tak jakbym już miał w nim konto. Nie muszę ponownie rejestrować się
    5. nie mam problemu z nazwą użytkownika (np. moja ulubiona jest zajęta) i znika problem z ograniczeniami na postać hasła (bo mam jedno hasło, które może być liberalne)

  8. zx
    4.11.2006 o godzinie 21:29

    Zapominasz o jeszcze jedym. Dobra implementacja takiego systemu w państwie to mniej urzędników potrzebnych do pracy, czyli więcej potencjalnych bezrobotnych. Idziemy w kierunku w którym nasze obowiązki są automatyzowane (jeszcze trochę i w wielu dziedzinach roboty zastąpią człowieka całkowicie) i tam, gdzie kiedyś potrzeba było 20 osób, teraz są 2 - jedna kontroluje maszyny, druga sprząta.

    Problem w tym, że rządy państw się tego boją, bo nie wiedzą co zrobić, żeby państwo funkcjonowało. Bo przecież nie chodzę do pracy (bo pracuje za mnie robot) = nie dostaję pieniędzy. I dotychczasowy system się sypie, a nikt jeszcze nie odważył się zacząć go zmieniać na jakiś bardziej przyszłościowy.

  9. Pharass
    4.11.2006 o godzinie 22:56

    Bzdura. Równie dobrze można jednym ludziom płacić za zakopywanie butelek, a drugim za ich odkopywanie. Pieniądze przeznaczone na etaty dla urzędników trafią w inne sektory, albo obniżą się podatki. Niższe podatki = bogatsze społeczeństwo, a że natura nie znosi próżni, to pojawi się zapotrzebowanie na nowe dobra materialnya albo usługi. A urzędnicy niech się przekwalifikują.

  10. 4.11.2006 o godzinie 22:58

    Cztery z pięciu wymienionych przez Ciebie przewag mnie nie przekonują:
    ad 1. Firefox ma coś takiego jak Master Password.
    ad 2. Swój profil przeglądarki możesz ze sobą nosić na pendrive’ie.
    ad 3. Jeśli usłudze autoryzacyjnej (która w przypadku OpenID może również działać na Twoim komputerze) padnie dysk, to tracisz zapamiętane hasła.
    ad 4. Opera zapamiętuje Twoje dane i sama wprowadza do formularzy (aczkolwiek przyznaję się bez bicia, że nie wypróbowywałem tego, bo nie używam Opery).

    Ale dalsze dwie prawie mnie przekonują:
    ad 5. Najbardziej denerwują mnie te strony, które zabraniają używania niektórych znaków w hasłach. Z jakiego w ogóle powodu ktoś miałby mi zabronić użycia jakiegokolwiek znaku w haśle?
    ad 6. Dochodzi jeszcze problem zaufania. Rejestrując się na nowej stronie nie wiem tak naprawdę, czy moje hasło nie jest tam przechowywane czystym tekstem i czy ktoś go nie wykorzysta do zalogowania się na inne moje konto, w innym serwisie. Jeśli to ja wybieram sposób autoryzacji, to sam odpowiadam za jego bezpieczeństwo.

  11. 5.11.2006 o godzinie 0:48

    rzyjontko: poprzekomarzam się jeszcze przez chwilę :)

    Ad 1: masz rację.
    Ad 2: konkretniej, swój profil MUSZĘ nosić. Standardem jest używanie wielu komputerów w ciągu, powiedzmy, tygodnia, dlatego MUSZĘ nosić ten profil.
    Ad 3: Usługa autoryzacjna z definicji jest systemem wysokiej dostępności. Ryzyko utraty dostępu lub danych jest bardzo małe. O ile wiem, w praktyce dobrze hostowane serwisy mają uptime rzędu 99,99% (czyli nie uderza to w typowego użytkownika), a backupy to standard. W przypadku komputerów osobistych backupy nie są standardem (mało kto to robi), i odzyskanie dostępu z takiego backupu trwa długo.

    Tutaj jednak sam trochę sobie przeczę, bo tak naprawdę brakuje np. Windows dobrego, wygodnego systemu backupowania - “dla ludzi”, wszechstronnego, i raczej szybko się go tutaj nie doczekamy.

    Są argumenty przeciwko takim systemom, i pewnie jednym z ważniejszych jest ryzyko luki bezpieczeństwa lub innego błędu - konsekwencje takiego błędu mogą być olbrzymie (bo system ma olbrzymi zasięg: mnóstwo usług, mnóstwo klientów). Zobaczymy :)

  12. 5.11.2006 o godzinie 13:06

    Centralizowanie przechowywania danych o obywatelach może nie doprowadzić do niczego złego teraz, ale:

    a) Może być przyczyną korupcji(różne osoby/firmy mogą być zainteresowane danymi)

    b) Może stwarzać samą _okazję_ do nadużyć. A ja wolę, żeby takich okazji nie było.

    c) Wystarcza jedna dziura systemu i… tragedia.

    d) Kto zagwarantuje, że teraz utworzony system za 100-150 lat nie stanie się podstawą do pernamentnej kontroli obywateli? Do przejęcia władzy przez zbrodniarzy i fanatyków wystarczą problemy gospodarcze…

    Może jeszcze coś by się znalazło. Dla mnie wniosek jest prosty - rozproszone bazy danych chronią nas.

  13. m
    5.11.2006 o godzinie 16:29

    I ja mam odczucia takie jak Bellois oraz rzyjontko - wolę by moje dane byly przechowywane oddzielnie przez kazda firme badz instutucje, ktore tego wymagaja, a nie w jednej centralnej bazie danych.

    Poza tym uwazam, ze to nie informatyka jako dziedzina nauki zawodzi, lecz panstwo. Mamy przeciez OpenID, mamy Microsoft Passport, mamy podpis elektroniczny. Czy to wina informatyki, ze rozwiazania te sa u nas tak slabo rozpowszechnione i ze tak niewiele rzeczy zalatwic mozna nie ruszajac sie do odpowiedniego urzedu czy firmy ? Czy tez moze przyczyna obecnego stanu rzeczy, jest wlasnie owy brak dobrej woli, determinacji i kompetencji oraz zbyt wiele innych palacych problemow, o ktorych sam wspominasz, przeczac tym samym tezie, ktora stawiasz w notce. Mowiac krotko - zawodzą ludzie (system ;) a nie komputery.

  14. 5.11.2006 o godzinie 17:57

    m: “zawodzą ludzie (system ;) a nie komputery.” - przecież mam na myśli dokładnie to, co piszesz - że informatyka to właśnie ludzie (system), a nie komputery. Pokazuję, że komputery działają, jak trzeba, i możliwości techniczne są, tylko nie są wykorzystywane, mimo szumnych zapowiedzi [różnych podmiotów].

    Rozumiem, że boicie się centralizacji rozumianej jako szybką synchronizację danych i związanych z tym zagrożeń — innymi słowy, godzicie się na to, co jest obecnie, czy widzicie inne jeszcze rozwiązania?

    Znacie może stronę opisującą, jak działa taki krajowy system informatyczny (jakieś schematy z opisem poszczególnych systemów czy ich zakresów oraz stopnia synchronizacji)? Polski lub zagraniczny… to ciekawe zagadnienie, choć może być silnie związane z obronnością państwa i dlatego nigdzie niepublikowane…

  15. 5.11.2006 o godzinie 18:24

    Synchronizacja systemów to nie jest tylko problem administracji publicznej. Takie same problemy pojawiają się w firmach, które korzystają z wielu niezintegrowanych systemów informatycznych do prowadzenia swojej działalności. Zazwyczaj wynika to z tego, że osobny, niezintegrowany system jest konieczny, ale już jego integracja z wdrożonymi rozwiązaniami byłaby zbyt kosztowna. Stąd tak duża ostatnio popularność na platformy analityczne (tzw. Business Intelligence), które sprowadzają się do zebrania danych pogromadzonych w różnych systemach do jednej bazy i udostępnienie systemu szybkiego raportowania tych informacji.

    Poza tym integracja wielu systemów to nie jest takie popularne zjawisko, jak by się mogło zdawać. Większość producentów oprogramowania nie udostępnia swoich API za darmo traktując je jako element własności intelektualnej firmy (cenniki są w dużej mierze dyktowane przez handlowców, którzy chcieliby za każdy drobiazg kasować klienta, bo to się przekłada na ich premie i prowizje). Z drugiej zaś strony firmy nie są również zainteresowane kupowaniem obcych API, w najlepszym przypadku obciążając ich kosztem swoich klientów. W takiej atmosferze trudno jest o współpracę.

  16. 5.11.2006 o godzinie 19:15

    Poruszyłem trochę za wiele tematów w tym wpisie i niepotrzebnie rozmyłem przesłanie. Widzę, że jest tutaj kilka tematów do dyskusji, i w dużej części zgadzam się z tym, co piszecie. Ogólnie chodziło mi o to, że to właśnie my-ludzie nie poradziliśmy sobie z właściwym zarządzaniem danymi (np. o obywatelach).

    To, co napisało Rzyjontko ;), wydaje mi się jednym z prawdopodobnych (i przykrych niestety) wytłumaczeń źródeł tego zjawiska: business is business, nikt nie pracuje dla dobra ludu za darmo. ;) Pomyślę nad tym jeszcze.

  17. 6.11.2006 o godzinie 14:45

    Unas jest taka sama sytuacja na uczelni. Mamy zwykłe indeksy papierowe, i mamy indeks elektroniczny. Wpisy sa do jednego i do drugiego. Gdy oddaje się indeks wpisy w jednym i drugim musza być takie same, gdy nie ma w jednym z nich to przedmiot jest nie zaliczony. I tu pytanie po grzyba nam indeks elektroniczny, skoro trzeba nosić papierowy?? Mało tego!! jest jeszcze karta egzaminacyjna, na której oceny też muszą być!!! Paranoja!!!

  18. 6.11.2006 o godzinie 21:17

    Indeks + karta egzaminacyjna to normalny podział: Ty dostajesz potwierdzenie w indeksie, dziekanat na karcie egzaminacyjnej. To trochę jak z umowami - zawsze się robi 2 kopie (no prawie: wykładowcy są jeszcze zmuszani do wypełniania formularzy zbiorczych, aby wyeliminować ryzyko błędu). Jak się do tego mają indeksy elektroniczne - nie wiem. Ale o to trzeba by chyba było spytać prawnika - indeks jest chyba dokumentem państwowym.

    Kuba: zgadzam się, że trochę się to wszystko rozmyło i składam niniejszym samokrytykę biorąc na siebie część odpowiedzialności za zaistniałą sytuację ;]

  19. smk
    7.11.2006 o godzinie 8:44

    Przykład 1:
    …i kradną Ci samochód razem z potrzebnymi dokumentami. Great. Bynajmniej żadnej porażki informatyki tu nie widzę.

    Przykład 2:
    Ta cała biurokracja to feature polskiego rządu - potrzebna jest po to, żeby banda urzędników na ciepłych posadkach miała pretekst do rozkradania naszych pieniędzy i jest wprowadzana i rozdymana zupełnie specjalnie. Żadnej porażki informatyki tu nie widzę.

  20. Łukasz K.
    7.11.2006 o godzinie 10:13

    Ad. przykład 1:
    … i kradną Ci samochód razem z potrzebnymi dokumentami, w których jak byk i w sposób niemożliwy do zmienienia (na miejscu) jest wbite, że kierowca który aktualnie prowadzi nie jest właścicielem. Które dodatkowo każdy patrol policji może odczytać zdalnie i bezprzewodowo, wystarczy że samochód przejedzie obok i już wiedzą że jest kradziony. Dla mnie “great”, i to bez ironi.

    Mi się wydaje, że tak naprawdę to zbyt wiele ludzi nie chce zmian, zwłaszcza jakichś rewolucyjnych. Czy się do tego przyznają czy nie, może nawet sami nie chcą tego wiedzieć. Osobiście znam pare osób, które toczą swoją prywatną świętą wojnę z np. nowymi dowodami osobistymi: bo stare były zielone, były książeczkowe, były klimatyczne i wogóle były “lepsze”. Tak samo z paszportami z danymi biometrycznymi itp. Jak bym któremuś z nich miał powiedzieć, że zamiast papierowego dowodu rejestracyjnego i ubezpieczenia on bedzie miał wbity na stałe “mikroprocesor” do samochodu, to by mi krzywde tępą łyżką zrobił. I nie są to ludzie starsi - maja po dwadzieściapare lat.

  21. 7.11.2006 o godzinie 18:05

    Ta… to bardzo ciekawy przykład z tym kierowcą nie-właścicielem. Powiedz mi co miałyby zrobić firmy z samochodami służbowymi? Albo ojciec chcący, żeby syn go zawiózł i przywiózł z zakrapianej imprezy? Jak miałyby sobie w takiej sytuacji poradzić wypożyczalnie samochodów? A co z objeżdżaczami samochodów? A co z kierowcami TIRów, do których te samochody nie należą? A co z samochodami na kredyt, co z samochodami w leasingu? Chyba za dużo sci-fi się naoglądałeś.

  22. Łukasz K.
    7.11.2006 o godzinie 21:41

    Co ty taki nerwowy? To tylko koncepcja - jakaś idea systemu, który zaproponował Elsindel, mówiąc o integracji dokumentów z samochodem. Ptrzeczytaj sobie jeszcze raz wpis autora tego blogu - tam jest napisane o kluczyku i dokumentach, jak już tak szczegółowy jesteś. Przecież nikt nie mówi, nikt nie domaga sie wprowadzenia tego już natychmiast jutro i w dodatku w postaci takiej jak napisałem.

    A jak już chcesz, to moge bronić pomysłu mówiąc, że: samochody służbowe, ojciec chcący, żeby syn go zawiózł i przywiózł z zakrapianej imprezy, wypożyczalnie samochodów, kierowcy TIRów itd. po 1.: będą odpalać samochód kluczykiem a nie “na kable” jak złodziej, 2.: nie będą zgłaszać kradzieży samochodu więc policja nie dostanie takiej informacji i nie będzie podstaw do zatrzymania.

    To wszystko są zresztą szczegóły i olbrzymie pole do popisu dla wyobraźni i wiedzy potencjalnych twórców takiego systemu. Mój przykład a zwłaszcza jego szczegółowość były najmniej istotne w całej tej dyskusji, tym bardziej nie rozumiem czemu akurat to Cię najbardziej poruszyło.

    Co ma dotego wszystkiego mój stosunek do sci-fi? Ja tylko zupełnie przypadkiem rzuciłem pomysł, odpowiadając na poprzedni komentarz. Co z tego że niedopracowany? Lepiej skrytykować, zamiast rozwinąć w konstruktywny sposób? Co jest złego w nowych pomysłach i koncepcjach? Elektryczności nie wynaleziono próbując udoskonalić świeczkę.

    Zrobił się straszny off topic z tego, dlatego dla mnie EOT.

  23. 7.11.2006 o godzinie 22:31

    Rzeczywiście, nie będzie problemu z taką konstrukcją systemu, aby uprawnione użycie pojazdu było odnotowane w systemie: problemem jest stworzenie działającego i taniego systemu samego w sobie, zastosowania mogą być rozliczne.

    Co do sci-fi: sam nieraz popuszczam wodze fantazji dalej niż na zasadzie “fajnie by było, gdyby ktoś zrobił coś takiego”, też nie rozumiem, drogie rzyjontko, czemu masz coś przeciwko. Ten blog w połowie to fantazja przecież :))) (fantazja o lepszym świecie hehe)

  24. 8.11.2006 o godzinie 20:37
  25. Łukasz Szostak
    8.01.2007 o godzinie 19:11

    Trudno mi się zgodzić z przedstawionym uzasadnieniem.
    Sama teza ok, wystarczy przytoczyć statystyki projektów w branży IT - ponad 50% kończy się fiaskiem, a 80-90% znacznie przekracza swój budżet/nie spełnia początkowych wymagań/ma niską jakość czy niski poziom bezpieczeństwa.

    Natomiast co do przykładów przytoczonych we wpisie:

    1. Przykład z samochodem podany jakby na siłę. Nie widzę nawet teoretycznego potencjalnego informatycznego rozwiązania tego problemu.
    W zasadzie to nie rozumiem samego problemu. W Stanach nie ma dowodów rejestracyjnych i jakoś nikt z tego powodu nie płacze.

    2. Idąc tym tropem możnaby stwierdzić, że tryumfem informatyki byłoby, gdyby każdy dostał od Wuja Sama na urodziny czip RFID pod skórę, a policja i wszystkie inne służby państwowe wyposażona byłyby w odpowiednie skanery.
    Gdyby wzbogacić czip w parę czujników, to państwo mogłoby na nas nakładać podatki za niezdrowe jedzenie (drżyjcie miłośnicy golonek!), bo przecież i teraz jest podobnie - dostajemy mandaty np. za brak zapiętych pasów. Państwo musi dbać o swoich niewolników.
    Państwo mogłoby też np. wprowadzić negatywne becikowe, tzn. karać za zbyt małą tygodniową ilość stosunków seksualnych wśród małżeństw. Za PRLu był podobny podatek dla starych kawalerów, tzw. “bykowe”.
    Ale wtedy by było fajnie. To by był dopiero tryumf informatyki!

    Nie tędy droga.

  26. 10.01.2007 o godzinie 22:24

    Łukasz: teoretyczne rozwiązanie problemu w ogólności to po prostu zintegrowane bazy danych zainteresowanych stron. Brak integracji usług to jeden z głównych problemów.

    Nie mam nic przeciwko chipom pod skórą, o ile dostęp do nich nie będzie nadużywany. Ale w obecnych warunkach to jeszcze nie ten etap, nie o taki tryumf informatyki mi chodzi.

    Argumentu z podatkami nie rozumiem. Bez jakichkolwiek czujników państwo (Polska) nakłada na nas absurdalne, niesprawiedliwe i po prostu kretyńskie podatki, w każdej możliwej dziedzinie życia, i wydaje je często (choć nie zawsze) w równie absurdalny sposób. Czujniki nie są tu do niczego potrzebne. Dobrze opisuje to
    Korwin-Mikke:

    http://korwinmikke.blogbank.pl/2006/12/22/rzad-rznie-glupa/

    Mam wrażenie, że kojarzysz automatycznie szeroką integrację danych z totalitaryzmem — jest to zarzut pojawiający się równie często w przypadku dyskusji o tożsamości cyfrowej (jeśli ktoś ma za dużo danych o nas, to może je wykorzystać). Cóż, to prawda. Może. Ale tego nie zrobi w ogólnym przypadku. Jesteśmy bezpieczeni będąc w tłumie… niebezpiecznie robi się, gdy się wyróżnimy. ;)

  27. bum
    5.03.2007 o godzinie 3:57

    Musiałbym mieć ogromne zaufanie do władzy, żeby pozwolić sobie na wszczepienie chipa lub jakiegokolwiek innego urządzenia pozwalającego na permanentną kontrolę. Czy pozwolilibyście zainstalować sobie w domu kamery, przez które policja obserwowałaby czy wszystko z wami w porządku? Należy pamiętać, że władze najczęściej dążą do zwiększenia kontroli nad obywatelem - nie należy im tego zbytnio ułatwiać, chyba, że chcemy się stać niewolnikami. Niestety historia pokazuje, że nawet najbardziej szczytne idee mogą prowadzić do totalitaryzmów, wystarczy, że władzę przejmie grupa oszołomów potrafiąca pociągnąć za sobą szarą masę. Centralizacja informacji o obywatelach raczej nie wyjdzie im na dobre. Pamiętajcie, że nie żyjemy w idealnym świecie, w którym wszyscy są dobrzy i uczciwi.

  28. magda
    2.08.2007 o godzinie 10:44

    co zrobić jeżeli zgubiłam główne hasło do komputera??

  29. 24.09.2007 o godzinie 9:05

    Po części racja, jednak również jak poprzednicy nie zgadzam się z kilkoma elementami. Nie chciałbym aby moje dane były powszechnie dostępne i żeby ktoś kto nie musi mieć do konkretnych danych dostępu posiada je.

    Wymiana danych cyfrowo oczywiście, ale nie do przesady.
    Pozdrowienia

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.