2.05.2007
Attention economy
Attention economy to nowy termin określający następujące zjawisko: gdy robisz coś na komputerze, można to rejestrować i wykorzystać. Gdy klikasz (lub nie klikasz) dany odnośnik, gdy setki razy dziennie szukasz czegoś w Google, gdy zwracasz lub nie zwracasz uwagi na reklamę - można z tego wyciągać informacje, potencjalnie cenne biznesowo.
Proponuję zajrzeć do hasła Attention economy na Wikipedii oraz na stronę Attention Trust.
Generalnie chodzi o to, że:
- ludzie mają ograniczoną ilość czasu i uwagi, którą mogą czemuś lub komuś poświęcić. Można więc zastosować prawa ekonomii do wszystkich informacji, które “domagają się” tej uwagi od ludzi (porównaj z przesłaniem Bit Literacy!)
- to, co robimy, powinno “należeć do nas” - a obecnie może być wykorzystywane przeciwko nam, bez naszej wiedzy, w sposób, którego nie pochwalamy; stąd idea AttentionTrust.org.
Konkretniej, chodzi na przykład o to, że jeśli Google zarabia dużo pieniędzy na wiedzy o tym, czego ja (i inni ludzie) szukamy, to może Google powinien się z nami dzielić zarobkami. Albo jeśli oglądam reklamy, a nie pomijam ich na różne sposoby, to ma to jakąś mierzalną wartość i powinienem zostać na to bezpośrednio nagrodzony.
W tym temacie jest spam, statystyki internetowe, dane, jakimi dysponują wyszukiwarki, świat reklamy i leadów (właściwie to duży kawał marketingu podpada pod “lupę” AttentionTrust, o ile dobrze rozumiem ich intencje).
Ciekawe, co z tego się wykluje.
Byłoby naprawdę zabawne, gdyby każdy internauta miał udziały w dochodach z reklam, które są targetowane dzięki jego własnemu zachowaniu i informacjom, które o sobie podał.
No i jeszcze dłuższy artykuł na temat attention economy na bardzo popularnym blogu Read/Write Web. Do którego pewnie już część z Was dotarła wpisując w google tytuł tego wpisu.

Byłym milionerem w wieku lat 18 :D
Bardzo podoba mi sie ta idea. Ja jak i zapewne wiekszosc z Was jestesmy osobami ktore generuja duzy ruch w necie i tym samym przysparzaja gigantom pieniazkow. Milo by bylo troszke z tego otrzymac, za nomen omenswoja prace:)
W idei kredytu społecznego jest bodajże zapisane, że firmy powinny oddawać częśc zysku obywatelom, jeśli bazują na jakichś dobrach wspólnych. To by zapewno pod to podpadło :)
Witam
czy ktos moze rejestrowal sie w attentionbank? bo cosik tu szwankuje
zainstalowalem plugin do firefoxa, zarejstrowalem sie w attentionbank ale ciagle nie widze gdzie moglbym skonfigurowac plugin ze swoim kontem
prosze o kontakt z uzytkownikiem attentionbank
Jasne. I jeszcze pewnie zwrot połowy abonamentu rtv dostanę za oglądanie reklam w tvp? Jeśli chodzi o reklamy, to Internet nie różni się od tradycyjnych mediów. Rewolucji nie będzie.
Brodacz: to tylko przykłady, najprostsze i przemawiające do wyobraźni.
Internet różni się od tradycyjnych mediów moim zdaniem dramatycznie, jeśli chodzi o reklamę: przykładowo, możliwe są programy partnerskie, tzn. płacenie za rzeczywistą skuteczność. Możliwe jest uruchomienie, mierzenie i przerwanie kampanii reklamowej (np. Google Adwords) w czasie rzeczywistym. Nie znam innego medium, w którym byłoby to możliwe. [Uproszczona forma programów partnerskich jest możliwa na jakąś skalę poprzez, no właśnie, sieć partnerów, ale nie ma tam takiej prostoty, jak w Internecie, przynajmniej tak wnioskuję z popularności obu tych form marketingu.]
Ehenś, różni się, ale to tylko narzędzia. Rola reklamy, z punktu widzenia reklamodawcy, się nie zmienia. Że bardziej skuteczna? To przecież lepiej. Jakoś nie widzę powodu, dla którego instytucja zarabiająca na reklamie miałaby płacić oglądaczom. Wygląda jak idea klikania w banery, czy czytanie maili… A może nie do końca rozumiem ideę… A może nie wierzę w cuda… pozdrawiam
A teraz coś zupełnie innej beczki…
Znam problemy serwisu, który próbuje pozyskać reklamy, wiem, ile można na tym zarobić i co za to da się sfinansować. Nie jest to łatwy kawałek chleba. I tak właśnie do mnie dotarło, że na podzielenie się zyskami z tej działalności będzie stać tylko największych - może to sposób dobry sposób na podzielenie rynku między gigantów i zamknięcie go dla maluczkich? pozdrawiam
Reklamy i to, co wokół się nich dzieje, to jeden z wielu rodzajów danych, które są gromadzone. Dochody z reklam to był mój, prosty i oczywisty przykład. Nie przywiązuj się do niego za bardzo. :)
To, jak chodzimy po sieci itp. ma olbrzymią wartość w wielu dziedzinach gospodarki i nauki. Rozumiem attention economy tak, że ktoś chce zwrócić uwagę biznesu i użytkowników (jednocześnie) na tę wartość, zacząć ją mierzyć i nazywać.
Prawda jest że Google na mnie zarabia, ale prawdą też jest, że ja za korzystanie z usług Google nie płace. Według mnie to jest korzystne dla mnie.
Sa dwa modele (upraszczając)
1. kupuje produkt firmy X, od teraz mogę go używać.
2. Firma X daje mi produkt za darmo, ale zarabia na tym, że go używam.
Drugi model jest według mnie lepszy i wygodniejszy dla klienta. Po pierwsze mogę wybrać dowolny produkt, bez względu na to, czy mnie na niego stać, czy nie (no bo jest za darmo). Po drugie, firma na mnie zarabia tylko wtedy, kiedy używam produktu, mogę w każdej chwili z niego zrezygnowac i nie ponoszę żadnych kosztów. Ten mechanizm, powoduje też, że nad producentem cały czas wisi miecz, jeśli produkt przestanie mi się podobać, to bez żadnych kosztów mogę wybrać inny, więc jest prawdziwa konkurencja, itd.
Tyhagara: racja!
Idea podobna do “Społecznej fabryki” szerzej opisanej tu:
kultura20.blog.polityka.pl/?p=110
Tyhagara: racja!