Wczoraj odbyło się w Warszawie spotkanie poświęcone użyteczności organizowane przez ISOC Polska. Spotkaliśmy się w kawiarni CoffeePoint.
Miałem przyjemność opowiedzieć o kursie usability Tomka Karwatki oraz trochę o potrzebach użytkowników - głównie na podstawie tego, co wyniosłem z lektury i odsłuchu materiałów Jareda Spoola na ten temat. Było o wiedzy narzędziowej i dziedzinowej (czym się różnią i dlaczego obie są ważne), o Larrym, podeszwie i inukshukach.
Tych, którzy wczoraj mnie słuchali, proszę o skomentowanie - co Wam się podobało, co mógłbym poprawić? Co sądzicie na ten temat?
Same slajdy są dość specyficzne (pojedyncze słowa, hasła zamiast typowego dla PowerPointowego standardu konspektu), ponieważ próbuję wyrobić sobie interesujący i mocny styl prezentowania, ale mam nadzieję, że mimo to są w miarę zrozumiałe.
Oprócz mojej prezentacji wystąpili też Karolina Kulicka i Michał Bukowski z ministerstwa informatyzacji (albo pokrewnego - nie jestem pewien, w którym właściwie obecnie pracują) - opowiedzieli oni o e-dostępności.
Na koniec rozmawialiśmy trochę o tym, gdzie właściwie użyteczność ma zastosowanie, czyją jest odpowiedzialnością, jak to się ma do istoty Internetu - ale miałem wrażenie, że trochę za brakło konkretnych pytań czy zagadnień, o których można by podyskutować, i byliśmy dość mocno ograniczeni czasowo.
Po tym i po poprzednim spotkaniu (też w Warszawie, kilka miesięcy wcześniej) wydaje mi się, że jest naprawdę duże zainteresowanie tym tematem przynajmniej wśród ludzi zajmujących się Internetem, ale używany słownik jest bardzo różny. Przydałoby się zorganizować jakieś tematyczne dyskusje dotykające co najmniej dwóch tematów: jak przekonywać, że warto dbać o użyteczność, oraz czym różni się dostępność wąsko pojęta (niepełnosprawni) od szeroko pojętej (starsi, alternatywne metody dostępu, neutralność technologiczna, universal usability).
Dziękuję organizatorom, zwłaszcza Krzyśkowi Urbańskiemu, Szymonowi Błaszczykowi i Marcinowi Gabrowskiemu, za zaproszenie i opiekę - powrót do Wrocławia miał być wyczerpujący (i był taki), bardzo chcieli mnie zatrzymać na noc, abym nie wędrował jakimiś dziwnymi pociągami. Nie dałem się przekonać, potem musiałem się wracać po kamerę, ale dzięki pewnemu taksówkarzowi wszystko dobrze się skończyło…