Ostatnio żaliłem się z powodu kiepskiego oprogramowania w kasach PKP. Dzisiaj niemal mnie zlinczowano, ponieważ kupowałem po raz n-ty bilety na IC do Warszawy i z powrotem, 3 bilety, każdy w dwie strony. Kolejka stawała się coraz dłuższa. Od podejścia do okienka do chwili, gdy zwolniłem miejsce dla następnego klienta (upewniając się, czy dostałem właściwe bilety), mineło 18 minut. Może 17.
Pomijam już całe narzekanie na oprogramowanie i liczne oczywiste (i naiwne) pomysły na poprawę sytuacji.
Tym razem chodzi mi o przeżycie. To dzisiaj - to naprawdę było przeżycie. (Na poziomie luser experience.)
Gdy podszedłem do kasy, za mną stały ze 3 osoby (godzinę wcześniej były kolejki na 20-30 osób i wtedy pojechałem załatwić coś innego).
Stopniowo kolejka rosła, a dopiero wydrukowana został jedna miejscówka. Po jakichś pięciu minutach zaczęły się komentarze, najpierw od pani zaraz za mną, mówiącej do innej osoby. Oczywiście trudno było nie usłyszeć.. ;)
W Katowicach to jest lepiej, wiesz, tam są oddzielne kasy dla biletów z miejscówkami.
Nie no, to pół godziny potrwa.
Gdy kasjer sprzedał mi bilety w jedną stronę i powiedział cenę, którą oczywiście wszyscy w kolejce widzieli (prawie 300 złotych), tak jakby to było już wszystko, przypomniałem mu (po raz trzeci mniej więcej), że jeszcze powrotne. Ludzie parsknęli, kasjer zabrał się do pracy. W pewnej chwili słyszę za plecami kobiecy głos:
Czy pan pozwoli nam wreszcie kupić bilety? Nasz pociąg odjeżdża za chwilę.
Odwróciłem się.
Czy ja pozwolę?
Tak, to na pewno moja wina. Choć było mi głupio już przy tamtych komentarzach, rozumiałem, że nie którzy mogli się spieszyć, no ale co mam zrobić - nie kupić biletów? Dodałem:
Już za chwilę, ostatni…
Poczułem się jak te znienawidzone przeze mnie osoby kupujące sery i wędliny na plasterki, w sklepach, gdzie są maszyny do ich krojenia, zawsze dodające “proszę pokroić”. Robiące zakupy przez 20 minut i blokujące długą kolejkę. Zawsze myślałem wtedy, że to wina i sklepu, który bezmyślnie nie wydziela kasy dla robiących zakupy bez tych czasochłonnych dodatków, oraz tych sympatycznych staruszek i staruszków, którym bynajmniej się nie spieszy. Dużo pozytywnych emocji. Dzisiaj na szczęście prawie wszędzie sery i wędliny dostępne są już w postaci pokrojonej, wspaniale.
No więc czułem się jak wróg publiczny numer jeden i myślałem sobie: “Jeny, mam im powiedzieć, że to wina PKP i tego żałosnego systemu sprzedaży?”
Stałem ciągle przy kasie z portfelem w ręce, jakiś młody mężczyzna mówił (chyba) do kolegi:
Jakiś gość kupuje bilety za 500 złotych.
Szczerze mówiąc wolałbym, żeby nie wiedzieli, za ile kupuję te bilety. Ta kobieta z końca kolejki skomentowała, gdy płaciłem całą sumę:
Pan nam potem zapłaci za miejscówki.
“Jasne, zapłacę” - rzuciłem. W końcu nie wytrzymałem:
Jeśli Państwo chcą wiedzieć, czemu to tyle trwa, to powodem jest ten program, w którym nie można wystukać wszystkich biletów po kolei i ich wydrukować, tylko na każdy kolejny bilet czeka się prawie dwie minuty. I nie mogłem niestety kupić w Internecie, bo tam są błędy.
Nie wiem, jaki to miało sens, ale poczułem się lepiej. Odchodząc z kasy czułem, jak wielki ciężar spada mi z serca.
System systemem - może sobie być, jaki jest - ale napór psychiczny kilkunastu osób z jego powodu to już jest jak najbardziej ważna sprawa. W ostatniej ankiecie pojawiły się sugestie, żeby nie pisać o, cytuję, “nieinformatycznych pierdółkach” :) ale proszę ja Was bardzo, to naprawdę nie są pierdółki, tylko życie.
Życie boli, a mogłoby trochę mniej. :)
PS. Dziękuję bardzo wszystkim (50) osobom za udział w ankiecie! Głównym jej wynikiem - poza pokrzepiającymi zapewnieniami, że piszę fajnie i że mam pisać dalej - jest to, żebym nigdy już nie pisał opowiadań tecHCIty. Nie ma mowy. To mi daje za dużo frajdy, nawet jeśli krytycy wyśmialiby tę formę ;P Wskazane niedoróbki postaram się szybko poprawić.