Archiwum artykułów: User Experience (UXP)

Wściekłość po użyciu maszyny do przyjmowania PIT

Pojechałem do Urzędu Skarbowego Wrocław Krzyki złożyć PIT za rok 2006.

“Będę miał z głowy” - tylko z takim nastawieniem tam jechałem. Miałem 3 strony wydruku ze znakomitego, darmowego programu firmy IPS.

Wchodzę do budynku i zaraz za drzwiami widzę automat. Ekran dotykowy, a na nim 5-etapowy obraz procesu: podajesz kilka danych, automat skanuje deklarację i hop, gotowe, bez stania w kolejkach.

Byłem głupi. Naiwny. Pomyślałem, że nie ma co tam na górę iść, tutaj pobawię się urządzeniem, ja “będę miał z głowy”, a kolejka gdzieś tam na górze będzie krótsza.
Wybrałem typ deklaracji (PIT 37), wpisałem NIP (wszystko na klawiaturze ekranowej, działa szybko i wszystko czytelnie napisane). Podałem, że nie mam żadnych załączników.

Program prosi o wsunięcie dokumentu do szczeliny skanera-wciągarki.

Tutaj zacząłem mieć wątpliwości.

Otóż wydało mi się dziwne, że używana jest liczba pojedyncza. Jednak deklaracja ma 3 strony, nie ma możliwości zmieścić jej na dwóch stronach, czyli jednej kartce A4 - uznałem więc, że poprosi mnie o kolejne strony.

Guzik prawda.

Wciągnęła pierwszą i wydrukowała potwierdzenie przyjęcia deklaracji.

Drugiego wydruku przy sobie nie miałem (bo po co).

Dziękuję, drogi urzędzie skarbowy, za bezużyteczne narzędzie. Ktoś musi tam mieć później niezłą radochę, przeglądając pierwsze, niezawierające żadnych informacji o podatkach i dochodach, strony PIT-ów.

Ale możliwe, że to tylko ja jestem taki nadgorliwy.

Żenada.

Wrażenia z CeBIT-u 2007

Dzięki wielkiej uprzejmości ekipy z wrocławskiej firmy Livechat byłem na targach CeBIT 2007 w Hannoverze.

Było świetnie. Oprogramowanie, sprzęt i usługi, mniej więcej po równo. Na początku myślałem, że to sprzęt będzie ciekawszy. Nowe gadżety, małe mobilne urządzenia (z którymi jestem bardzo do tyłu), nowe metody interakcji z maszynami itp. Okazało się jednak, że software był dla mnie nieco ciekawszy.

Opisuję kilka ciekawych rzeczy, które miałem okazję zobaczyć i dotknąć.

1. Nowe, świetne narzędzia eye tracking szwedzkiej firmy Tobii
Nowy eye tracker Tobii

Niedługo wypuszczą nowe modele eye trackerów w postaci monitorów (jeśli komuś się nie powie, nie zorientuje się, że w środku jest coś, co wie, gdzie człowiek patrzy). Od momentu podejścia do włączonego monitora do momentu, w którym on już wie, na co patrzymy (czyli pozwala przeprowadzić badanie interfejsu albo ) mija dosłownie kilka sekund! Nie wiem - może dwie, może trzy? Rewelacyjnie płynne.

Kończą też już nową wersję oprogramowania do projektowania i prowadzenia badań stron WWW, interfejsów i tym podobnych. Widziałem w działaniu - też znakomite!

2. Ramka na zdjęcia… na USB

Ramka do zdjęć... cyfrowych

Coś dla mojej mamy, która mówi, że zdjęcia cyfrowe to nie zdjęcia, bo nie może sobie ich pooglądać (ponieważ nie korzysta w ogóle z komputerów, nie umie). Ramka na półkę, do której ładuje się fotki i można sobie wyświetlić wybraną fotkę albo zrobić slideshow. Zabawne.

3. Lepszy desktop search

Beagle++ to projekt lepszej wyszukiwarki desktopowej, jak Google Desktop Search czy X1. Lepszej, ponieważ zawierającej parę cwanych mechanizmów:

  • załóżmy, że masz trochę plików z wyjazdu do Hiszpanii. Na przykład dokumenty o Andaluzji i Madrycie. Obecnie jeśli w treści tych dokumentów nie występuje słowo Hiszpania, a wpiszesz do wyszukiwarki desktopowej właśnie “Hiszpania”, raczej ich nie znajdziesz. Beagle++ natomiast korzysta z jakichś mechanizmów sieci semantycznej (piszę “jakichś”, bo nie wgryzłem się jeszcze), w każdym razie potrafi wiązać wiele dokumentów lepiej niż proste wyszukiwanie tekstowe stosowane obecnie
  • załóżmy, że często korzystasz z dwóch dokumentów naraz. Na przykład z dokumentu tekstowego i arkusza Excel (ja tak robię podczas pracy nad projektami dla klientów: różne rzeczy przechowuję w różnych miejscach). Beagle śledzi takie informacje i gdy znajduje jeden z tych dokumentów np. po słowie kluczowym, podsuwa też drugi, jako blisko z nim związany

Jest wersja testowa Beagle dla systemu SUSE. Jeśli się tym pobawisz, daj znać, jakie masz wrażenia.

4. Mała klawiatura z zadziwiająco dużą liczbą klawiszy

Specjalna klawiatura

Małe rozmiarowo klawiatury, na których jest m.in. pełna klawiatura numeryczna oraz poszczególne znaki przestankowe mają osobne klawisze. Nie wiem, czy by się sprawdziły te osobne znaki przestankowe (przyzwyczajenie?), ale fajny gadżet.

* Ogólne spostrzeżenia po targach

  • “wszystko” ma już ekran dotykowy
  • innowacja to słowo-klucz
  • duże firmy (IBM, T-Mobile, SAP i inne) stworzyły naprawdę piękne przestrzenie targowe - wspaniałe!
  • świetna organizacja przestrzeni dla zwiedzających: nie da się zgubić (super oznaczenia wszędzie), dużo miejsca, wszystko świetnie przemyślane
  • ponętne, czasem nie do końca ubrane hostessy to najskuteczniejszy i stosowany przez wielu wystawców sposób na ściągnięcie odwiedzających do swojego stoiska. Trochę słabiej działa super marka (np. IBM), gratisy oraz konkursy. Daleko w tyle są słowa takie, jak wspomniana wyżej innowacja. Generalnie dwa dni na targach wystarczyły mi, żeby wiedzieć, jak nie przygotowywać stoiska w przyszłości :)

Na koniec wszystkie zdjęcia z mojego wyjazdu.

Kupno mebli online: ekspert i projektowanie wnętrza

W 1998 roku razem z kolegami z licealnej klasy, Marcinem i Michałem, braliśmy udział w zamkniętym minikonkursie zorganizowanym przez fabrykę mebli Forte. Konkurs polegał na opracowaniu koncepcji sprzedaży mebli przez Internet. Udział wzięły dwa inne małe zespoły.

Na stronie internetowej klienci mieli oczywiście widzieć całą ofertę firmy, czyli meble. Wymyśliliśmy wtedy, że taka strona internetowa powinna mieć dwa “interaktywne” elementy:

  • program do projektowania pokoju (układu wnętrza). Internauta może sobie uruchomić program, w którym określi wymiary i ew. kształt pokoju, będzie widział listę mebli i za pomocą kilku prostych narzędzi będzie mógł je sobie układać, zmieniać to ustawienie, dopasowywać do tego, co już ma lub zamierza mieć w danym pomieszczeniu. Do tego dochodziły kolory mebli, rozmiary i tym podobne.
  • ekspert. Ekspert to taki ktoś, kogo można w danej chwili podpytać, co z czym pasuje, kto zna się na wystroju wnętrz, wie wszystko o ofercie i może doradzić. Ekspert może też w razie potrzeby pomagać internaucie w używaniu programu do projektowania pokoju - widzi on to, co użytkownik (działa to jak wspóldzielenie pulpitu, tylko w obrębie aplikacji sklepowej)

Nie pamiętam już dokładnie, jaka to miała być technologia - idea chyba była taka, że to będzie program pobierany przez Klientów działający online, z bazą produktów uaktualnianą co jakiś czas. Mieliśmy dużo radości z tego konkursu. Ja wtedy nie bardzo orientowałem się jeszcze, jak to wszystko działa.

Swoją drogą, zapytany podczas prezentacji, czy kupiłbym w ogóle meble przez Internet, odpowiedziałem: “nie” (nie wyobrażałem sobie, że mogę podjąć decyzję na wiele lat nie mogąc dotknąć tego, w czym będę mieszkał; nie przyszło mi do głowy, że mogę te same meble obejrzeć potem w salonie przed samą decyzją kupna, co dzisiaj jest chyba możliwe).

9 lat temu te pomysły były chyba trochę nierealne. Dzisiaj już oczywiście nie.

Eksperta już mamy. Są różne formy kontaktu online z pracownikami, takie jak tradycyjne instant messangery (Gadu-Gadu, Skype w Polsce królują - czy tak?) oraz rozwiązania takie, jak Livechat, które mają większe możliwości (jak to działa można sprawdzić np. na Helion.pl - prawy górny narożnik).

Sklep z meblami Furniture.com ma aplikację do projektowania pokoju online. pozwala na dość swobodne układanie mebli (ustalanie rozmiaru pomieszczenia oraz położenia, rozmiaru i kąta “wstawianych” mebli). Fajnie byłoby móc obejrzeć taki projekt w 3D, ale zasadnicza koncepcja jest zrealizowana.

Aplikacja Flash do projektowania wnętrza na Furniture.com
Aby ekspert mógł pomagać w układaniu mebli można skorzystać z aplikacji dzielenia pulpitu: internauta widzi, jak “ktoś” mu przesuwa meble na ekranie.

Komentarz Marcina na temat powyższej aplikacji:

Jest, chociaż wykonanie raczej przypomina czasy z konkursu Forte ;) Marzy mi się widok 3D, dokładne (a nie tylko ogólne) odwzorowanie mebli. Może do tego jeszcze symulacja różnego rodzaju oświetlenia… Engine jakiejś gry FPP/TPP pewnie by się przydał ;)

Co za 5 lat? Ciekawe, czy jest już gdzieś coś podobnego w 3D, z realnymi wizualizacjami wszystkich mebli, tak żeby można było “poczuć” wnętrze.

Lincz na dworcu PKP

Ostatnio żaliłem się z powodu kiepskiego oprogramowania w kasach PKP. Dzisiaj niemal mnie zlinczowano, ponieważ kupowałem po raz n-ty bilety na IC do Warszawy i z powrotem, 3 bilety, każdy w dwie strony. Kolejka stawała się coraz dłuższa. Od podejścia do okienka do chwili, gdy zwolniłem miejsce dla następnego klienta (upewniając się, czy dostałem właściwe bilety), mineło 18 minut. Może 17.

Pomijam już całe narzekanie na oprogramowanie i liczne oczywiste (i naiwne) pomysły na poprawę sytuacji.

Tym razem chodzi mi o przeżycie. To dzisiaj - to naprawdę było przeżycie. (Na poziomie luser experience.)
Gdy podszedłem do kasy, za mną stały ze 3 osoby (godzinę wcześniej były kolejki na 20-30 osób i wtedy pojechałem załatwić coś innego).

Stopniowo kolejka rosła, a dopiero wydrukowana został jedna miejscówka. Po jakichś pięciu minutach zaczęły się komentarze, najpierw od pani zaraz za mną, mówiącej do innej osoby. Oczywiście trudno było nie usłyszeć.. ;)

W Katowicach to jest lepiej, wiesz, tam są oddzielne kasy dla biletów z miejscówkami.

Nie no, to pół godziny potrwa.

Gdy kasjer sprzedał mi bilety w jedną stronę i powiedział cenę, którą oczywiście wszyscy w kolejce widzieli (prawie 300 złotych), tak jakby to było już wszystko, przypomniałem mu (po raz trzeci mniej więcej), że jeszcze powrotne. Ludzie parsknęli, kasjer zabrał się do pracy. W pewnej chwili słyszę za plecami kobiecy głos:

Czy pan pozwoli nam wreszcie kupić bilety? Nasz pociąg odjeżdża za chwilę.

Odwróciłem się.

Czy ja pozwolę?

Tak, to na pewno moja wina. Choć było mi głupio już przy tamtych komentarzach, rozumiałem, że nie którzy mogli się spieszyć, no ale co mam zrobić - nie kupić biletów? Dodałem:

Już za chwilę, ostatni…

Poczułem się jak te znienawidzone przeze mnie osoby kupujące sery i wędliny na plasterki, w sklepach, gdzie są maszyny do ich krojenia, zawsze dodające “proszę pokroić”. Robiące zakupy przez 20 minut i blokujące długą kolejkę. Zawsze myślałem wtedy, że to wina i sklepu, który bezmyślnie nie wydziela kasy dla robiących zakupy bez tych czasochłonnych dodatków, oraz tych sympatycznych staruszek i staruszków, którym bynajmniej się nie spieszy. Dużo pozytywnych emocji. Dzisiaj na szczęście prawie wszędzie sery i wędliny dostępne są już w postaci pokrojonej, wspaniale.

No więc czułem się jak wróg publiczny numer jeden i myślałem sobie: “Jeny, mam im powiedzieć, że to wina PKP i tego żałosnego systemu sprzedaży?”

Stałem ciągle przy kasie z portfelem w ręce, jakiś młody mężczyzna mówił (chyba) do kolegi:

Jakiś gość kupuje bilety za 500 złotych.

Szczerze mówiąc wolałbym, żeby nie wiedzieli, za ile kupuję te bilety. Ta kobieta z końca kolejki skomentowała, gdy płaciłem całą sumę:

Pan nam potem zapłaci za miejscówki.

“Jasne, zapłacę” - rzuciłem. W końcu nie wytrzymałem:

Jeśli Państwo chcą wiedzieć, czemu to tyle trwa, to powodem jest ten program, w którym nie można wystukać wszystkich biletów po kolei i ich wydrukować, tylko na każdy kolejny bilet czeka się prawie dwie minuty. I nie mogłem niestety kupić w Internecie, bo tam są błędy.

Nie wiem, jaki to miało sens, ale poczułem się lepiej. Odchodząc z kasy czułem, jak wielki ciężar spada mi z serca.

System systemem - może sobie być, jaki jest - ale napór psychiczny kilkunastu osób z jego powodu to już jest jak najbardziej ważna sprawa. W ostatniej ankiecie pojawiły się sugestie, żeby nie pisać o, cytuję, “nieinformatycznych pierdółkach” :) ale proszę ja Was bardzo, to naprawdę nie są pierdółki, tylko życie.

Życie boli, a mogłoby trochę mniej. :)
PS. Dziękuję bardzo wszystkim (50) osobom za udział w ankiecie! Głównym jej wynikiem - poza pokrzepiającymi zapewnieniami, że piszę fajnie i że mam pisać dalej - jest to, żebym nigdy już nie pisał opowiadań tecHCIty. Nie ma mowy. To mi daje za dużo frajdy, nawet jeśli krytycy wyśmialiby tę formę ;P Wskazane niedoróbki postaram się szybko poprawić.

Blog to zwykła strona domowa

Spotykam się z opiniami, że blogi ogólnie to nowa jakość, że to jeden z najważniejszych elementów Web 2.0, że istnieje coś takiego, jak “właściwy” styl blogowania, że są te właściwe i niewłaściwe sposoby pisania i tworzenia blogów. Lepsze i gorsze podejście do pisania. Że każdy blog powinien być bardzo osobisty, i że na przykład lansowanie się przez blog czy traktowanie tego jak produktu dla Czytelników (w opozycji do dzieła Autora, przez wielkie “A”) to coś niewłaściwego.

Przyznam, że trudno mi zgodzić się z takim podejściem.

Moim zdaniem blogi to zwykłe strony internetowe i nie ma, a przynajmniej nie należy ich oczekiwać, żadnych reguł tworzenia blogów. Jest tylko jedna, jedyna różnica między blogami dzisiaj a klasycznymi “homepage” sprzed 5-8 lat (ten okres dobrze pamiętam, bo sam już wtedy buszowałem po Internecie regularnie):

Blog jest narzędziem autora - narzędziem maksymalnie upraszczającym tworzenie strony internetowej.

Tworzenie i utrzymanie własnej strony internetowej 5-8 lat temu wymagało:

  • znajomości języka HTML (i okolic - grafika, CSS itp.) lub - w późniejszym okresie - nauczenia się korzystania z topornego oprogramowania w rodzaju MS FrontPage (do którego wbrew pozorom nie każdy miał dostęp)
  • dostępu do serwera WWW (konto, login+hasło)
  • dobrej znajomości systemu plików i niskopoziomowch narzędzi ich transferu w Sieci (znajomość FTP, systemu uprawnień do plików, konieczność ręcznego i częstego kopiowania masy plików)
  • pisania

Blogi na portalach typu blox.pl wymagają w zasadzie tylko:

  • założenia konta (login+hasło)
  • pisania

Bariera wejścia została dramatycznie obniżona. Dodatkowo coraz szybszy (i stały) Internet na skalę światową. Automatyczne tworzenie menu (koniec z samodzielnie tworzoną strukturą serwisu i żmudnym tworzeniem linków). No i komentarze, ale to nie jest takie ważne (księgi gości, fora oraz fora podłączone do pojedynczych stron były już dawno temu).

Bariera wejścia, nic więcej. 5 lat temu uaktualniałbym to wszystko ręcznie (albo i nie, bo by mi się nie chciało) - dzisiaj mam do tego wygodny interfejs. Dlatego nie zgadzam się z opiniami, że jest pewien styl blogowania, którego trzeba przestrzegać, pewne zasady współżycia w “blogosferze”. To nie jest blogosfera, to po prostu połączone linkami wygodne w edycji strony domowe.

Blogi zawdzięczają swoją popularność głównie dobremu User Experience ich tworzenia.

Web 2.0 dzieje się zupełnie gdzie indziej.

Merlin.pl bez wyobraźni?

Największy polski Merlin.pl niedawno całkowicie zmienił swój wygląd. W telewizji i w Internecie trwa kampania reklamowa pod hasłem “sklep z wyobraźnią”. Reklamy są pomysłowe - podoba mi się na przykład hasło “polowanie na czerwony kapturek” z literkami wynurzającymi się z wody.

Jedna rzecz jest w internetowych reklamach bardzo nieprzyjemna.

Krzyk “wu-wu-wu-merlin-pe-el” dobywający się z głośników.

Gadająca (głośno) reklama bardzo rozgniewała mojego ojca; szukał nawet metody wyłączenia dźwięku (czy to w reklamie, czy to ). Ponieważ akurat czytał różne wiadomości na Onecie, irytująca reklama atakowała go co chwilę.

Powiedział, że jest w stanie przetrzymać reklamy wizualne, na przykład top-layery. Ale nie tego hałasu, którego nie jest w stanie wyłączyć. “Tam reklama atakuje tylko mój wzrok i wymaga pomyślenia, jak ją zamknąć” - mówi. “[Reklama Merlin.pl] atakuje słuch i to jest bardzo denerwujące. Przekroczyli pewną granicę.”

Cóż, widziałem już podobne gadające reklamy, ale ta istotnie jest irytująca. Nie znam też łatwej metody na pozbycie się dźwięku z reklam flashowych, rozumiem więc rozdrażnienie niektórych osób.

Swoją drogą, Merlin.pl robi nietypowe rzeczy ostatnio. Opinie na temat redesignu sklepu są podzielone, i muszę przyznać, że wśród moich znajomych przeważają negatywne — zmiany są zbyt daleko idące, i całkowicie zapomniano o dotychczasowym obrazie sklepu: szok dla klientów. Ciekawe, jak to się przełoży w dłuższej perspektywie na sprzedaż…