Wrażenia z CeBIT-u 2007

Dzięki wielkiej uprzejmości ekipy z wrocławskiej firmy Livechat byłem na targach CeBIT 2007 w Hannoverze.

Było świetnie. Oprogramowanie, sprzęt i usługi, mniej więcej po równo. Na początku myślałem, że to sprzęt będzie ciekawszy. Nowe gadżety, małe mobilne urządzenia (z którymi jestem bardzo do tyłu), nowe metody interakcji z maszynami itp. Okazało się jednak, że software był dla mnie nieco ciekawszy.

Opisuję kilka ciekawych rzeczy, które miałem okazję zobaczyć i dotknąć.

1. Nowe, świetne narzędzia eye tracking szwedzkiej firmy Tobii
Nowy eye tracker Tobii

Niedługo wypuszczą nowe modele eye trackerów w postaci monitorów (jeśli komuś się nie powie, nie zorientuje się, że w środku jest coś, co wie, gdzie człowiek patrzy). Od momentu podejścia do włączonego monitora do momentu, w którym on już wie, na co patrzymy (czyli pozwala przeprowadzić badanie interfejsu albo ) mija dosłownie kilka sekund! Nie wiem - może dwie, może trzy? Rewelacyjnie płynne.

Kończą też już nową wersję oprogramowania do projektowania i prowadzenia badań stron WWW, interfejsów i tym podobnych. Widziałem w działaniu - też znakomite!

2. Ramka na zdjęcia… na USB

Ramka do zdjęć... cyfrowych

Coś dla mojej mamy, która mówi, że zdjęcia cyfrowe to nie zdjęcia, bo nie może sobie ich pooglądać (ponieważ nie korzysta w ogóle z komputerów, nie umie). Ramka na półkę, do której ładuje się fotki i można sobie wyświetlić wybraną fotkę albo zrobić slideshow. Zabawne.

3. Lepszy desktop search

Beagle++ to projekt lepszej wyszukiwarki desktopowej, jak Google Desktop Search czy X1. Lepszej, ponieważ zawierającej parę cwanych mechanizmów:

  • załóżmy, że masz trochę plików z wyjazdu do Hiszpanii. Na przykład dokumenty o Andaluzji i Madrycie. Obecnie jeśli w treści tych dokumentów nie występuje słowo Hiszpania, a wpiszesz do wyszukiwarki desktopowej właśnie “Hiszpania”, raczej ich nie znajdziesz. Beagle++ natomiast korzysta z jakichś mechanizmów sieci semantycznej (piszę “jakichś”, bo nie wgryzłem się jeszcze), w każdym razie potrafi wiązać wiele dokumentów lepiej niż proste wyszukiwanie tekstowe stosowane obecnie
  • załóżmy, że często korzystasz z dwóch dokumentów naraz. Na przykład z dokumentu tekstowego i arkusza Excel (ja tak robię podczas pracy nad projektami dla klientów: różne rzeczy przechowuję w różnych miejscach). Beagle śledzi takie informacje i gdy znajduje jeden z tych dokumentów np. po słowie kluczowym, podsuwa też drugi, jako blisko z nim związany

Jest wersja testowa Beagle dla systemu SUSE. Jeśli się tym pobawisz, daj znać, jakie masz wrażenia.

4. Mała klawiatura z zadziwiająco dużą liczbą klawiszy

Specjalna klawiatura

Małe rozmiarowo klawiatury, na których jest m.in. pełna klawiatura numeryczna oraz poszczególne znaki przestankowe mają osobne klawisze. Nie wiem, czy by się sprawdziły te osobne znaki przestankowe (przyzwyczajenie?), ale fajny gadżet.

* Ogólne spostrzeżenia po targach

  • “wszystko” ma już ekran dotykowy
  • innowacja to słowo-klucz
  • duże firmy (IBM, T-Mobile, SAP i inne) stworzyły naprawdę piękne przestrzenie targowe - wspaniałe!
  • świetna organizacja przestrzeni dla zwiedzających: nie da się zgubić (super oznaczenia wszędzie), dużo miejsca, wszystko świetnie przemyślane
  • ponętne, czasem nie do końca ubrane hostessy to najskuteczniejszy i stosowany przez wielu wystawców sposób na ściągnięcie odwiedzających do swojego stoiska. Trochę słabiej działa super marka (np. IBM), gratisy oraz konkursy. Daleko w tyle są słowa takie, jak wspomniana wyżej innowacja. Generalnie dwa dni na targach wystarczyły mi, żeby wiedzieć, jak nie przygotowywać stoiska w przyszłości :)

Na koniec wszystkie zdjęcia z mojego wyjazdu.

Dobre programy: Ziepod czytnik podcastów

Ziepod to program do pobierania i odtwarzania podcastów pod Windows. Bardzo długo szukałem programu, przekopałem się przez kilkanaście katalogów takiego oprogramowania. I wreszcie znalazłem. Ziepod jest:

  • darmowy (Ziepod jest darmowy; Ziepod+ o jeszcze większych możliwościach jest płatny)
  • wygodny (proste dodawanie i zarządzanie kanałami RSS, dobre zarządzanie pobieraniem np. koniecznie możliwość ograniczenia liczby pobieranych plików do określonej liczby, poprawna pauza i wznawianie pobierania plików itd.)
  • bezbłędny - nie to, co np. Juice, który jest potwornie wrażliwy na szybkie klikanie i przełączanie widoków
  • grzeczny - nie zmienia nazw pobieranych plików (co robią niektóre inne programy, uniemożliwiając przeglądanie archiwum np. w menadżerach plików)
  • dobry do przesyłania plików na odtwarzacz mp3 (ma odpowiednie skróty wbudowane w menu kontekstowe)

Ziepod to program doskonały, ma naprawdę szerokie możliwości konfiguracji i na dodatek jest bardzo estetyczny. Jeśli słuchacie podcastów i nie jesteście zadowoleni ze swojego czytnika podcastów, polecam gorąco. Nie ma chyba wersji dla systemów innych niż Windows.

Ogłoszenie: Wybaczcie ładne kilka tygodni ciszy tutaj. Byłem bardzo zapracowany, ale wracam do pisania i szykuję różne niespodzianki: tutaj, na Gaz do dechy (który fajnie się rozwija) i gdzie indziej.

Zamierzam odpalić kilka rozszerzeń Elsinterakcji. Dzisiaj był pierwszy kawałek z zupełnie innej beczki, to jest krótkie opisy najlepszego softu, z jakim się zetknąłem, a może szerzej - najlepszych komputerowych narzędzi pracy, z jakimi się zetknąłem i z jakich korzystam. Coś jak na blogu Byra (warto śledzić, jeśli używacie dużo małych prostych narzędzi freeware).

Cofnij wysłanego emaila

Jakiś czas temu pisałem o przypadkowym wysłaniu emaila i o tym, jak można by sobie z tym poradzić. Chodziło o to, że czasem wyśle się maila do niewłaściwej osoby albo maila niedokończonego (skrót klawiaturowy), czy też maila bez załącznika. W dyskusji szukaliśmy rozwiązania wewnątrz samego programu pocztowego.

Jest jeszcze druga metoda. Można wbudować w protokół wysyłania poczty mechanizm “undo”!

Działa to tak: w chwili, gdy wysyłam email, mój program pocztowy dostaje od serwera pocztowego jednorazowy (losowy) token, który zostaje też przekazany dalej razem z samym listem w jakiejś postaci.

W programie pocztowym na liście wysłanych wiadomości mam możliwość cofnięcia danego listu. Gdy kliknę cofnij, następuje wysłanie tokena “dowodzącego”, że to ja wysłałem ten list, tj. mam prawo go cofnąć.

Ten sygnał anulowania listu zostaje dostarczony do serwera pocztowego odbiorcy. Jeśli tam list nie został jeszcze pobrany (serwer wie, czy list był czy nie był pobrany), serwer odbiorcy może być miły i przyjąć prośbę o anulowanie listu - w takiej sytuacji list zostaje skasowany. Odbiorca nigdy nie dowiaduje się, że coś takiego miało miejsce. Nadawca dostaje potwierdzenie, że list został anulowany (to ważne - chodzi w końcu o dobre samopoczucie nadawcy właśnie).

Jeśli odbiorca już pobrał list, nadawca dostaje informację, że niestety, odbiorca zdążył pobrać tę wiadomość.

Nie wiem, czy takie coś jest możliwe w tej chwili - nie znam dostatecznie dobrze konstrukcji serwerów pocztowych ani protokółu SMTP - ale podejrzewam, że da się to zrobić tak, aby tylko nadawca lub dowolny serwer “po drodze” mógł anulować list, a nie ktokolwiek inny. (Czyli ja nie mogę anulować cudzego listu - to podstawowe zabezpieczenie.) Dowolny serwer pocztowy “po drodze” i tak może zrobić to, co chce, z danym listem, więc nie ma problemu zaufania do serwera z powodu anulowania.

Implementujemy to i voila! Można cofać wysłane emaile. No to hop, gdzie jest problem, z powodu którego takiego mechanizmu do dzisiaj nie ma?

Jak zrobić dobre FAQ? Wcale.

Właśnie zdałem sobie sprawę, skąd wzięło się FAQ. I czemu jest tak popularne na stronach internetowych we wszelkich branżach. Otóż podejrzewam, że FAQ to najlepszy dowód niskiej użyteczności strony.
W Polsce “Frequently Asked Questions” tłumaczone jest zazwyczaj jako “Często zadawane pytania” lub “Pytania i odpowiedzi”.

Strona o takiej nazwie zazwyczaj jest jedną z kilku lub kilkunastu pozycji w menu głównym, nagłówku, rzadziej tylko w stopce. Co jest umieszczane na takiej stronie? Losowo zebrane odpowiedzi na podstawowe pytania. Podstawowe! Często zadawane!

Jeśli jest na przykład sklep internetowy, w którym sprzedaż to kilkuetapowy proces, a w FAQ ktoś umieszcza odpowiedź na pytanie o warunkach dostawy, to chyba oczywiste, że ta informacja powinna znaleźć się przede wszystkim gdzieś na tym etapie zamawiania, prawda?

FAQ może powstać na kilka sposobów. Firma przenosząca działalność do Internetu zna swoich Klientów i ich częste pytania (o ofertę). Przenosi więc wprost bazę produktów jako katalog produktów na stronie oraz tę wiedzę jako FAQ. I to jest błąd: te pytania Klientów biorą się właśnie z katalogu produktów. Więc to tam powinno się te odpowiedzi umieścić.

FAQ może być budowane na zasadzie: “to są ważne rzeczy, które gdzieś warto umieścić” — tutaj jest jasne, że FAQ jest bardzo ryzykownym rozwiązaniem.

Podsumowując: jeśli Twój serwis ma FAQ, dla każdego pytania znajdź miejsce, gdzie to pytanie pojawia się w głowie użytkowników (wszystkie takie miejsca - może ich być wiele) i w tym miejscu umieść odpowiedź. FAQ możesz zlikwidować (ale nie musisz) - może to być uproszczona forma działu Pomoc.

Jeśli Twój serwis ma osobno dział Pomoc (z co najmniej kilkoma podstronami) oraz jednostronicowe FAQ, to dziwne. Przecież FAQ to typowy element pomocy. Inna sprawa, że ludzie w ostateczności tylko zaglądają do działu Pomoc. Bo z doświadczenia wiedzą, że Pomoc często nie zaspokaja ich potrzeb. A FAQ jest tak proste, że jeśli jest tam odpowiedź na ich pytanie, to ją znajdą. Więc może FAQ samo w sobie nie jest takie złe. Ale nie jest też dobrym objawem.

7 prostych pytań o newsletter

Na spotkaniu ludzi zainteresowanych Internetem, Grill IT 3 we Wrocławiu, opowiadałem o newsletterach. Zadałem 7 pytań o newsletter i pokazywałem dużo przykładów różnych odpowiedzi. Bazą do całości było archiwum kilkudziesięciu newsletterów, które zbierałem przez ostatnie pół roku.

Prezentacja jest do pobrania (PowerPoint 4.5 MB, jeśli potrzebujesz innego formatu - napisz).

Wideo za jakiś czas.

Streszczam tutaj przesłanie całości.

1. Jakie jest pierwsze słowo tytułu wiadomości w czytniku poczty?

Czytamy od lewej strony, więc to słowo powinniśmy przemyśleć. Moim faworytem jest imię odbiorcy, np. “JAKUB, …”. Powód: przyciąga uwagę i sugeruje, że to nie jest spam.

2. Z czym można pomylić newsletter?

Z osobistym blogiem. Ze stroną główną swojego serwisu. Z zagadką.

Ludzie zapisując się na newsletter mają pewne wyobrażenie, co będą dostawać. Często newsletter jest z nim niezgodny.

3. Dlaczego ja to dostałem?

Ludzie zapominają dużo rzeczy. Po pół roku zapominają też, że zapisali się na Twój newsletter. Dlatego w pierwszym zdaniu można im przypomnieć, dlaczego właściwie dostali ten newsletter. Nie obrażą się.

4. Co jest najważniejsze w tym newsletterze?

Czasami jest to prywatna opowieść redaktora serwisu podcastowego. (Na pewno pożądana przez odbiorców. :) Czasami zaś autorzy newslettera nie kombinują i po prostu na pierwszym ekranie jest duży tytuł, duże zdjęcie i link do serwisu. Jak to było? “Ludzie głosują kliknięciami.”

5. Ile czasu będę czytał ten newsletter?

15 minut? A może 3 sekundy? Sugeruję budować coś, co da się zrozumieć w 10 sekund. Niekoniecznie przeczytać w całości, ale załapać ideę, tak żeby wiedzieć, czy chce się klikać dalej, czy nie. Niektórzy nawet w pierwszym wierszu newslettera piszą: “Ten newsletter będziesz czytał 60 sekund.” Świetne.

6. Jakie można dać linki w newsletterze?

Można wbudować wyszukiwarkę produktów. Dać link do strony głównej serwisu (i żadnego innego) - genialne. Można nawet nie dać żadnego odnośnika. A można po prostu przedstawić promocję i dać link do możliwości skorzystania z tej promocji.

7. Cholera! Jak mogę się z tego wypisać?

Niektórzy linku do wypisania się z listy mailingowej w ogóle nie dają. (To źle.) Niektórzy umieszczają na końcu strony wyraźny odnośnik “unsubscribe here”, inni malutką, ledwo widoczną strzałeczkę. (Boją się, że ktoś się wypisze.)

Jak stwierdziliśmy na prezentacji, trik z linkiem do wypisania się z listy umieszczonym na samej górze newslettera, choć odważny, chyba jest jednak bez sensu. Ale tacy kozacy też są.

Powyższe uwagi dotyczą tylko zawartości samego emaila. Newsletter to rozbudowany temat: sposób opisu newslettera na stronie, na której ludzie się na niego zapisują, jest ważny. Jeśli napiszemy tam: “podaj swój email, żeby dostawać informacje o aktualnościach”, to użytkownik nie ma nawet  szans odgadnąć, co konkretnie dostanie. Więc się nie zapisuje. Proces wypisania się z newslettera też można popsuć.

W skrócie, idealny newsletter powinien zawierać (w poniższej kolejności):

  • nazwę / logotyp nadawcy (ułatwienie identyfikacji nadawcy)
  • tytuł listu - może to być: “Promocja: książka X 30% taniej”, może to być tytuł promowanego artykułu. Tytuł powinien powiedzieć krótko, co jest poniżej, tzn. podać kontekst
  • opis zawartości — rozszerzenie tytułu. Może to być zajawka artykułu, prezentacja produktu (zdjęcie, zalety), opis promocji.
  • link do właściwej podstrony, np. produktu, artykułu, listy wspomnianej. Powtórzony pod opisem zawartości. Sam tytuł też może byc linkiem.
  • stopkę szerzej opisującą newsletter, a w niej odnośnik do wypisania się z newslettera

Pytanie: jakie są Wasze ulubione newslettery?

Kupno mebli online: ekspert i projektowanie wnętrza

W 1998 roku razem z kolegami z licealnej klasy, Marcinem i Michałem, braliśmy udział w zamkniętym minikonkursie zorganizowanym przez fabrykę mebli Forte. Konkurs polegał na opracowaniu koncepcji sprzedaży mebli przez Internet. Udział wzięły dwa inne małe zespoły.

Na stronie internetowej klienci mieli oczywiście widzieć całą ofertę firmy, czyli meble. Wymyśliliśmy wtedy, że taka strona internetowa powinna mieć dwa “interaktywne” elementy:

  • program do projektowania pokoju (układu wnętrza). Internauta może sobie uruchomić program, w którym określi wymiary i ew. kształt pokoju, będzie widział listę mebli i za pomocą kilku prostych narzędzi będzie mógł je sobie układać, zmieniać to ustawienie, dopasowywać do tego, co już ma lub zamierza mieć w danym pomieszczeniu. Do tego dochodziły kolory mebli, rozmiary i tym podobne.
  • ekspert. Ekspert to taki ktoś, kogo można w danej chwili podpytać, co z czym pasuje, kto zna się na wystroju wnętrz, wie wszystko o ofercie i może doradzić. Ekspert może też w razie potrzeby pomagać internaucie w używaniu programu do projektowania pokoju - widzi on to, co użytkownik (działa to jak wspóldzielenie pulpitu, tylko w obrębie aplikacji sklepowej)

Nie pamiętam już dokładnie, jaka to miała być technologia - idea chyba była taka, że to będzie program pobierany przez Klientów działający online, z bazą produktów uaktualnianą co jakiś czas. Mieliśmy dużo radości z tego konkursu. Ja wtedy nie bardzo orientowałem się jeszcze, jak to wszystko działa.

Swoją drogą, zapytany podczas prezentacji, czy kupiłbym w ogóle meble przez Internet, odpowiedziałem: “nie” (nie wyobrażałem sobie, że mogę podjąć decyzję na wiele lat nie mogąc dotknąć tego, w czym będę mieszkał; nie przyszło mi do głowy, że mogę te same meble obejrzeć potem w salonie przed samą decyzją kupna, co dzisiaj jest chyba możliwe).

9 lat temu te pomysły były chyba trochę nierealne. Dzisiaj już oczywiście nie.

Eksperta już mamy. Są różne formy kontaktu online z pracownikami, takie jak tradycyjne instant messangery (Gadu-Gadu, Skype w Polsce królują - czy tak?) oraz rozwiązania takie, jak Livechat, które mają większe możliwości (jak to działa można sprawdzić np. na Helion.pl - prawy górny narożnik).

Sklep z meblami Furniture.com ma aplikację do projektowania pokoju online. pozwala na dość swobodne układanie mebli (ustalanie rozmiaru pomieszczenia oraz położenia, rozmiaru i kąta “wstawianych” mebli). Fajnie byłoby móc obejrzeć taki projekt w 3D, ale zasadnicza koncepcja jest zrealizowana.

Aplikacja Flash do projektowania wnętrza na Furniture.com
Aby ekspert mógł pomagać w układaniu mebli można skorzystać z aplikacji dzielenia pulpitu: internauta widzi, jak “ktoś” mu przesuwa meble na ekranie.

Komentarz Marcina na temat powyższej aplikacji:

Jest, chociaż wykonanie raczej przypomina czasy z konkursu Forte ;) Marzy mi się widok 3D, dokładne (a nie tylko ogólne) odwzorowanie mebli. Może do tego jeszcze symulacja różnego rodzaju oświetlenia… Engine jakiejś gry FPP/TPP pewnie by się przydał ;)

Co za 5 lat? Ciekawe, czy jest już gdzieś coś podobnego w 3D, z realnymi wizualizacjami wszystkich mebli, tak żeby można było “poczuć” wnętrze.

Elsinterakcja? To jakiś cienki blog

Czytelniku! Jeśli uważasz, że…

  • dobrze piszę
  • piszę ciekawie
  • chciałbyś zmotywować mnie do dalszego pisania ciekawych tekstów
  • doceniasz w jakikolwiek sposób moją blogorobotę

to proszę Cię serdecznie - zagłosuj na mojego bloga w konkursie portalu Wiadomosci24 (konkursie na blog roku 2006). Startuję w kategorii Internet i technologie.

Twój głos się liczy. Jak rzadko kiedy! (Nie to, co w wyborach do parlamentu.)

Uwaga: możesz zagłosować tylko na jednego bloga w danej kategorii, więc najpierw przejrzyj listę moich konkurentów w konkursie.
Jeśli uważasz, że nie warto na mnie zagłosować - napisz mi w komentarzu poniżej dlaczego!

Reklama: nowy blog dla kierowców

Po raz pierwszy w życiu mam przyjemność samodzielnie ogłosić otwarcie nowego serwisu. (I to własnego.)

Blog Gaz do dechy to strona dla kierowców. Młodych, starych, pań, panów. O prowadzeniu auta, o przepisach, kasie, jaką wydajemy na benzynę, akcyzę, ubezpieczenia i naprawy. O tym, jak jeździć lepiej. Bezpieczniej. Sprytniej.

Blog będzie właściwie także dla pasażerów (zwłaszcza jeśli boisz się jechać z kimś, kto szarżuje 80 km/h w centrum miasta) - pomoże im znaleźć argumenty w dyskusji z osobami mówiącymi: “ja jeżdżę szybko, ale bezpiecznie”. (Taaa.)

Gwarantuję, że dowiesz się z tego bloga wielu zadziwiających rzeczy o sobie i innych kierowcach.

Zapraszam!

« nowsze artykuły     starsze artykuły »