Spotkanie Grill IT 3 we Wrocławiu

W najbliższy wtorek 16 stycznia 2007 w godz. 18:30-22:30 organizujemy w hotelu Best Western kolejne spotkanie Grill IT we Wrocławiu. Będzie kilka krótkich prezentacji i dużo okazji do pogadania z ludźmi robiącymi coś w Internecie, z Wrocławia i innych miast.

Zapraszam! Ja opowiem trochę o newsletterach - prawdopodobnie na (bardzo) wesoło.

Aktualne informacje o spotkaniu są zawsze na stronie Grill IT.

Jak młodzież (w USA) korzysta z technologii

Od dłuższego czasu mam poczucie, że nie wiem właściwie, jak ludzie korzystają z komputerów, Internetu, komórek. Oczywiście, widzę kolegów w pracy przy komputerach, widzę swoją rodzinę i przyjaciół, studentów, podczas praktyk pedagogicznych w szkołach (głównie w liceach). Ale to malutki wycinek i mało okazji do ogarnięcia, jak ludzie rzeczywiście z różnych rzeczy korzystają. Poza tym środowisko też nie jest reprezentatywne (Wrocław to duże miasto, społeczeństwo bogatsze niż gdzie indziej, a moje otoczenie to też ludzie głównie dobrze wykształceni).

Badania z użytkownikami dają trochę informacji na ten temat. Podczas codziennych interakcji z innymi ludźmi też dowiaduję się trochę, ale ciekawi mnie zwłaszcza natężenie wykorzystania komórek, urządzeń mobilnych, konkretnych usług internetowych, odtwarzaczy mp3 i tym podobnych.

Ktoś kiedyś zapytał mnie, do czego wykorzystuję komputer. Odpowiedź brzmi: do wszystkiego. Przeniosłem prawie swoje życie do komputera, krok po kroku, i teraz powolutku muszę wydzierać pewne jego elementy z powrotem :) Pytanie: do jakiego stopnia inni młodzi ludzie zrobili to samo?

Odpowiedź na temat pewnego wycinka amerykańskiego młodego pokolenia podsunął mi Szymon Błaszczyk w dyskusji na świeżo powstałym polskim blogu Identity 2.0.

Wspaniałe wideo: Guy Kawasaki + 6 młodych ludzi rozmawiają na temat codziennego korzystania z SMS-ów, e-mail, MySpace, iPoda, zakupów w Internecie, gier, telewizji. (Dyskusja trwa godzinę, ale warto obejrzeć każdą minutę!)

Grupa nie jest na pewno reprezentatywna (ludzie z San Francisco, raczej bogatsi i o lepszym wykształceniu niż przeciętni Amerykanie), ale wnioski są wspaniałe.

Ciekawostki na temat codzienności tych młodych ludzi w USA:

  • dwojgu dziewcząt zdarza się pisać ok. 4000 (4 tysięcy) SMS-ów miesięcznie - tj. 130 dziennie!
  • w Internecie kupują głównie kartami kredytowymi rodziców
  • wszyscy mają iPoda i kupują na iTunes kilkanaście - kilkadziesiąt piosenek miesięcznie (1 dolar od sztuki)
  • praktycznie nie oglądają telewizji (1-2 godziny w tygodniu), co przy ok. 3-4 godzinach dziennie w Polsce może budzić zdziwienie. Nawet ja (o zgrozo!) oglądam teraz więcej telewizji niż oni (2-3 filmy tygodniowo)
  • TV oglądają zazwyczaj przez TiVo lub odpowiedniki, czyli i tak nie oglądają reklam telewizyjnych (TiVo, o ile rozumiem, to przede wszystkim taki trik, który pozwala pomijać reklamy bardzo łatwo, i jest szalenie popularny w USA)
  • czytają magazyny papierowe, zwłaszcza Wired Magazine jest bardzo popularny
  • na swoich iPodach mają 2-4 tysiące piosenek
  • używają MS Office, z tego, co zrozumiałem, króluje Word i PowerPoint
  • nie wiedzą, co to jest RSS, nie piszą blogów, raczej ich nie czytają
  • MySpace / FaceBook to dla nich kontakt ze znajomymi, zwłaszcza tymi, z którymi nie ma już bliskiego kontaktu na co dzień (jest ta mnóstwo “fajnych” narzędzi, np. na widzisz zdjęcie z imprezy, wskazujesz na nim kogoś, wyskakuje okienko, klikasz, pojawia się profil tej osoby). Niektórzy mają 100 kontaktów, inni 600.
  • korzystają z instant messaging regularnie
  • nie używają aparatów w komórkach, mimo że wszyscy je mają
  • na komputerze robią “wszystko”, siedzą przed komputerem wiele godzin dziennie
  • najfajniejsza (i popularna) odpowiedź na pytanie o wymarzony gadżet brzmiała: “chciałbym mieć coś rozmiaru komórki, co byłoby komórką, komputerem, GPS-em, iPodem, kluczem, kartą kredytową; gdy to zgubię, dane powinny być bezpieczne i powinienem łatwo móc uzyskać zamiennik”; na stwierdzenie, że gdy coś robi wszystko, to jest gorsze niż urządzenia wyspecjalizowane (dobry przykład: rzeczone aparaty cyfrowe w komórkach) — wyraz zrozumienia na twarzy, ale komentarz brzmi: “zróbcie to jakoś; ten, kto to zrobi, opanuje świat”.
  • Inna ciekawa odpowiedź na pytanie o gadżet - automatyczna integracja różnych urządzeń mobilnych z samochodem.

Kluczowy wniosek dla mnie: młodzież używa nowoczesnych urządzeń elektronicznych non-stop, głównie do szeroko rozumianej komunikacji ze znajomymi i przyjaciółmi oraz rozrywki. Gdy dorosną, nie będą już pisać prac domowych, tylko wykonywać zadania biurowe, ale pozostaną przy Office dla tych zadań, zaś mechanizmy komunikacyjne przez najbliższe lata najprawdopodobniej pozostaną te same (to znaczy - wszelakie).

Polecam wideo oraz komentarz na blogu Guy’a Kawasakiego, który prowadził panel.P.S. Czuję, że nie nadążam za obecnym stopniem wykorzystania nowych technologii (sam mam Nokię 6100 i Creative’a Muvo, modele sprzed 3-4 lat), czas się dokształcić. Na następnym Grillu IT spróbuję zorganizować podobną dyskusję.

20 spostrzeżeń po 2 latach pisania

Piszę od ponad dwóch lat, kończy się rok, piękny czas na podsumowanie. Staram się unikać pisania na temat pisania, ale nagromadziło się tego dużo, i mam na to ochotę, a zatem — oto trochę spostrzeżeń. Ciekawych pewnie dla tych, którzy sami publikują w sieci lub zamierzają publikować (do czego zachęcam).

Będzie o tym:

  • jak to jest z popularnością tego bloga,
  • co się sprawdziło,
  • co się nie sprawdziło…

…i tym podobne wrażenia i przekonania mnie jako autora tego bloga.

  1. Nazwa Elsinterakcja jest beznadziejna. Jest bardzo “moja”, jest unikatowa, jest związana z tematem bloga (luźno), ale sam nie potrafię jej wyraźnie wymówić, a nikt, kto ją słyszy, nie umie jej za pierwszym razem zrozumieć (nawet jeśli się postaram i powtórzę). Co więcej, jest skomplikowana i (chyba) nie wpada w ucho. Następny mój blog będzie miał znacznie prostszą nazwę.
  2. Z punktu widzenia “oglądalności” najlepiej pisać co 2 dni. W dniu publikacji jest np. 100 wizyt, dzień później 50, a potem taki stały poziom “jeśli nic nie piszę” (dla tych liczb to rzędu 20 wizyt). Liczby oczywiście przykładowe. Jeśli pisałbym codziennie, zysk byłby niewielki, a nakład pracy dokładnie dwa razy większy. Pisząc co 3-4 dni nie utrzymuję wysokiego ruchu - są to takie podrygi, że wykresy w statystykach brzydko wyglądają.
  3. Warto (pod każdym względem) pisać regularnie. Na przykład, gdy zacząłem regularnie pisać w październiku, liczba czytelników podwoiła się w ciągu miesiąca. (Oczywiście głównie dzięki temu, że fellow bloggers zaczęliście do mnie linkować, tak jak ja linkowałem do Was. Long live hyperlinks!)
  4. Napisanie jednego wpisu, zredagowanie go, wystawienie, zweryfikowanie, że ping poszedł do 10przykazan (20-30% ruchu zazwyczaj) zajmuje mi średnio około 1 godziny.
  5. Moim najlepszym narzędziem do tworzenia bloga jest plik tekstowy (OK, .doc, ale to prosta lista haseł). Trzymam w nim tylko tematy na wpisy. Zobaczę coś, co mnie wkurza/cieszy - dopisuję do listy “do opisania na blogu”. Potem, jak siadam do pisania, otwieram plik, kasuję kilka głupot (nie wiem skąd, ale jakieś zawsze się tam znajdą) i wybieram coś ważniejszego - i piszę jak z nut.
  6. Nie powinienem pisać wpisu “żeby napisać” (poprzedni punkt pomaga w tym). Wychodzi miałki i większość tak napisanych przeze mnie kawałków pozostała na zawsze w postaci szkiców w Wordpress. A jeśli coś takiego opublikuję, mam wrażenie, że piszę bez sensu i chcę to skasować, tylko głupio tak jakoś - kasować wpis z bloga…
  7. Nie wiem, ile osób czyta Elsinterakcję. Feedburner pisze, że mam około 200 subskrybentów. Na ostatnią ankietę odpowiedziało 50 osób. W statystykach jest napisane, że po napisaniu przeze mnie czegoś stronę pobiera (jesień - zima) 300-400 użytkowników. Nie wiem, jak te statystyki WWW nakładają się na feed, w każdym razie mam pewnie pomiędzy 200 a 300 stałych czytelników. Ale nie wiem dokładnie. (Chcę wiedzieć dla samego wiedzenia.) Inteuron pisze, że w 2006 odwiedziło mnie 15000 użytkowników. Pewnie 3/4 to przypadkowi ludzie od wujka Google.
  8. Potwierdzam, że banalnie łatwo być wysoko w Google pod niszowymi hasłami.
  9. Google, inne strony i wejścia bezpośrednie to mniej więcej po 1/3 całego ruchu w okresach, gdy intensywniej piszę.
  10. Niektórzy ludzie z branży (agencje interaktywne i okolice) są przekonani, że skoro mam bloga, to pewnie piszę na nim o rzeczach związanych z pracą, niektórzy z nich nawet oczekują, że będę pisał o doświadczeniach z pracy (skoro blog jest zbieżny z tym, co robię w firmie). Nie oceniam tego, po prostu tak jest.
  11. Moje ulubione wpisy na Elsinterakcji to krótkie opowiadania tecHCIty. Cieszą się one największą nienawiścią osób, które wzięły udział w ankiecie.
  12. Najnudniejsze jest dla mnie zazwyczaj pisanie o konkretnych błędach konkretnych interfejsów. Po raz tysięczny znęcać się nad jakąś stroną, bo coś tam jest niejasne, niezrozumiałe? Ile można? paplanie bez sensu. Niestety, połowa z Was uważa to za główną rolę Elsinterakcji i w ogóle to tego ma być tutaj najwięcej, jeśli zawierzyć ankiecie, żebyście chętnie czytali bloga. Super.
  13. Komentarze krytykujące moje podejście wałkuję tak długo, aż przekonam adwersarza, że mam rację, albo wytłumaczę się, że to wszystko jest bardzo skomplikowane, ale mam rację. Wybaczcie.
  14. Bycie blogerem rodzi napięcie psychicznie. Oto dlaczego. Jeśli nie piszę dłużej niż tydzięn, zaczynam mieć wyrzuty sumienia. Jeśli nie piszę dłużej niż dwa tygodnie - w chwili gdy to do mnie dotrze, rzucam się do klawiatury.
  15. Tak, myślę o spieniężeniu tego bloga, już od dłuższego czasu. Poświęciłem mnóstwo czasu i energii na niego, i czuję się czasem jak frajer z tego powodu.
  16. Lubię przygotowywać i wygłaszać prezentacje - i blog w tym pomaga, bo podczas pracy nad blogiem jednocześnie zbieram tematy i materiały do prezentacji. Warto to łączyć.
  17. Dyskusje na blogach z branży są rozwijające (nieważne, czy na własnym, czy na cudzym).
  18. Moim idolem jeśli chodzi o blogowanie jest k. k to taka litera, ale chodzi o bloga o marketingu: k’s blog.
  19. Piszę dlatego, że lubię pisać, pasjonuję się tematem i mam poczucie, że jestem w tym dobry.
  20. Najbardziej chwytliwe są rzeczywiście dokładnie takie tytuły, jakie na blogach o pisaniu blogów nazywa się najbardziej chwytliwymi. Sprawdziłem.

Amen.

Lincz na dworcu PKP

Ostatnio żaliłem się z powodu kiepskiego oprogramowania w kasach PKP. Dzisiaj niemal mnie zlinczowano, ponieważ kupowałem po raz n-ty bilety na IC do Warszawy i z powrotem, 3 bilety, każdy w dwie strony. Kolejka stawała się coraz dłuższa. Od podejścia do okienka do chwili, gdy zwolniłem miejsce dla następnego klienta (upewniając się, czy dostałem właściwe bilety), mineło 18 minut. Może 17.

Pomijam już całe narzekanie na oprogramowanie i liczne oczywiste (i naiwne) pomysły na poprawę sytuacji.

Tym razem chodzi mi o przeżycie. To dzisiaj - to naprawdę było przeżycie. (Na poziomie luser experience.)
Gdy podszedłem do kasy, za mną stały ze 3 osoby (godzinę wcześniej były kolejki na 20-30 osób i wtedy pojechałem załatwić coś innego).

Stopniowo kolejka rosła, a dopiero wydrukowana został jedna miejscówka. Po jakichś pięciu minutach zaczęły się komentarze, najpierw od pani zaraz za mną, mówiącej do innej osoby. Oczywiście trudno było nie usłyszeć.. ;)

W Katowicach to jest lepiej, wiesz, tam są oddzielne kasy dla biletów z miejscówkami.

Nie no, to pół godziny potrwa.

Gdy kasjer sprzedał mi bilety w jedną stronę i powiedział cenę, którą oczywiście wszyscy w kolejce widzieli (prawie 300 złotych), tak jakby to było już wszystko, przypomniałem mu (po raz trzeci mniej więcej), że jeszcze powrotne. Ludzie parsknęli, kasjer zabrał się do pracy. W pewnej chwili słyszę za plecami kobiecy głos:

Czy pan pozwoli nam wreszcie kupić bilety? Nasz pociąg odjeżdża za chwilę.

Odwróciłem się.

Czy ja pozwolę?

Tak, to na pewno moja wina. Choć było mi głupio już przy tamtych komentarzach, rozumiałem, że nie którzy mogli się spieszyć, no ale co mam zrobić - nie kupić biletów? Dodałem:

Już za chwilę, ostatni…

Poczułem się jak te znienawidzone przeze mnie osoby kupujące sery i wędliny na plasterki, w sklepach, gdzie są maszyny do ich krojenia, zawsze dodające “proszę pokroić”. Robiące zakupy przez 20 minut i blokujące długą kolejkę. Zawsze myślałem wtedy, że to wina i sklepu, który bezmyślnie nie wydziela kasy dla robiących zakupy bez tych czasochłonnych dodatków, oraz tych sympatycznych staruszek i staruszków, którym bynajmniej się nie spieszy. Dużo pozytywnych emocji. Dzisiaj na szczęście prawie wszędzie sery i wędliny dostępne są już w postaci pokrojonej, wspaniale.

No więc czułem się jak wróg publiczny numer jeden i myślałem sobie: “Jeny, mam im powiedzieć, że to wina PKP i tego żałosnego systemu sprzedaży?”

Stałem ciągle przy kasie z portfelem w ręce, jakiś młody mężczyzna mówił (chyba) do kolegi:

Jakiś gość kupuje bilety za 500 złotych.

Szczerze mówiąc wolałbym, żeby nie wiedzieli, za ile kupuję te bilety. Ta kobieta z końca kolejki skomentowała, gdy płaciłem całą sumę:

Pan nam potem zapłaci za miejscówki.

“Jasne, zapłacę” - rzuciłem. W końcu nie wytrzymałem:

Jeśli Państwo chcą wiedzieć, czemu to tyle trwa, to powodem jest ten program, w którym nie można wystukać wszystkich biletów po kolei i ich wydrukować, tylko na każdy kolejny bilet czeka się prawie dwie minuty. I nie mogłem niestety kupić w Internecie, bo tam są błędy.

Nie wiem, jaki to miało sens, ale poczułem się lepiej. Odchodząc z kasy czułem, jak wielki ciężar spada mi z serca.

System systemem - może sobie być, jaki jest - ale napór psychiczny kilkunastu osób z jego powodu to już jest jak najbardziej ważna sprawa. W ostatniej ankiecie pojawiły się sugestie, żeby nie pisać o, cytuję, “nieinformatycznych pierdółkach” :) ale proszę ja Was bardzo, to naprawdę nie są pierdółki, tylko życie.

Życie boli, a mogłoby trochę mniej. :)
PS. Dziękuję bardzo wszystkim (50) osobom za udział w ankiecie! Głównym jej wynikiem - poza pokrzepiającymi zapewnieniami, że piszę fajnie i że mam pisać dalej - jest to, żebym nigdy już nie pisał opowiadań tecHCIty. Nie ma mowy. To mi daje za dużo frajdy, nawet jeśli krytycy wyśmialiby tę formę ;P Wskazane niedoróbki postaram się szybko poprawić.

Blog to zwykła strona domowa

Spotykam się z opiniami, że blogi ogólnie to nowa jakość, że to jeden z najważniejszych elementów Web 2.0, że istnieje coś takiego, jak “właściwy” styl blogowania, że są te właściwe i niewłaściwe sposoby pisania i tworzenia blogów. Lepsze i gorsze podejście do pisania. Że każdy blog powinien być bardzo osobisty, i że na przykład lansowanie się przez blog czy traktowanie tego jak produktu dla Czytelników (w opozycji do dzieła Autora, przez wielkie “A”) to coś niewłaściwego.

Przyznam, że trudno mi zgodzić się z takim podejściem.

Moim zdaniem blogi to zwykłe strony internetowe i nie ma, a przynajmniej nie należy ich oczekiwać, żadnych reguł tworzenia blogów. Jest tylko jedna, jedyna różnica między blogami dzisiaj a klasycznymi “homepage” sprzed 5-8 lat (ten okres dobrze pamiętam, bo sam już wtedy buszowałem po Internecie regularnie):

Blog jest narzędziem autora - narzędziem maksymalnie upraszczającym tworzenie strony internetowej.

Tworzenie i utrzymanie własnej strony internetowej 5-8 lat temu wymagało:

  • znajomości języka HTML (i okolic - grafika, CSS itp.) lub - w późniejszym okresie - nauczenia się korzystania z topornego oprogramowania w rodzaju MS FrontPage (do którego wbrew pozorom nie każdy miał dostęp)
  • dostępu do serwera WWW (konto, login+hasło)
  • dobrej znajomości systemu plików i niskopoziomowch narzędzi ich transferu w Sieci (znajomość FTP, systemu uprawnień do plików, konieczność ręcznego i częstego kopiowania masy plików)
  • pisania

Blogi na portalach typu blox.pl wymagają w zasadzie tylko:

  • założenia konta (login+hasło)
  • pisania

Bariera wejścia została dramatycznie obniżona. Dodatkowo coraz szybszy (i stały) Internet na skalę światową. Automatyczne tworzenie menu (koniec z samodzielnie tworzoną strukturą serwisu i żmudnym tworzeniem linków). No i komentarze, ale to nie jest takie ważne (księgi gości, fora oraz fora podłączone do pojedynczych stron były już dawno temu).

Bariera wejścia, nic więcej. 5 lat temu uaktualniałbym to wszystko ręcznie (albo i nie, bo by mi się nie chciało) - dzisiaj mam do tego wygodny interfejs. Dlatego nie zgadzam się z opiniami, że jest pewien styl blogowania, którego trzeba przestrzegać, pewne zasady współżycia w “blogosferze”. To nie jest blogosfera, to po prostu połączone linkami wygodne w edycji strony domowe.

Blogi zawdzięczają swoją popularność głównie dobremu User Experience ich tworzenia.

Web 2.0 dzieje się zupełnie gdzie indziej.

Pomóż w rozwoju bloga (autoankieta)

Prowadzę tego bloga od dwóch lat i zastanawiam nad jego przyszłością. Dlatego proszę Cię o pomoc w jego rozwoju. Przygotowałem krótką ankietę na temat Twoich oczekiwań wobec Elsinterakcji.

Proszę Ciebie, jednego z około 100-150 Czytelników, o ukierunkowanie rozwoju bloga:

Wypełnij ankietę.

Znaczenie tekstu wg 37signals

37signals udostępniło za darmo tekst swojej książki Getting Real o minimalistycznym podejściu do tworzenia aplikacji webowych.

Kilka obrazowych słów na temat znaczenia słownictwa w tej książce:

W zasadzie warto przeczytać całość, żeby dobrze zrozumieć kontekst; książka jest znakomita.

Nieuchwytny wpływ reklamy

Dawno, dawno temu napisałem krótkie opowiadanko Reklama w tecHCIty o ulotnym wpływie reklamy na nasze życie.

Najnowszy komiks OK-Cancel mówi dokładnie o tym samym. Polecam! :)

« nowsze artykuły     starsze artykuły »